Recenzja Power Planta - Audiophilia
Autor: Martin Appel

Jest cała kategoria urządzeń, które mają za zadanie „leczyć” kiepskiej jakości lub „brudny” prąd wychodzący z gniazdka w ścianie. Wszyscy producenci piszą, że ich urządzenia oczyszczają, uzdatniają, filtrują prąd i chronią nas przed wyskokami nieczystego prądu, jak również przed niszczącymi efektami przepięć. Paul McGowan z PS Audio, który działa w branży od 30 lat i ma na swoim koncie rewolucyjne projekty z dziedziny audio rozwiązał ten problem w sposób odmienny od większości swoich kolegów. Zamiast podejmować się próby filtrowania i uzdatniania prądu zmiennego, co bywa zazwyczaj w taki bądź inny sposób przyczyną kompromisów brzmieniowych, jego Power Plant Premier tworzy czysty prąd zmienny na nowo. Twój sprzęt widzi tylko czyste, niczym nie zmącone fale sinusoidalne, które pozwalają mu brzmieć optymalnie. (...)

Pierwsze urządzenia McGowana przechodziły przez kolejne ulepszenia i brzmiały bardzo dobrze, ale miały problem z wydzielaniem ciepła, na co skarżyli się użytkownicy. PPP nie ma już tego problemu i może pracować w ekstremalnych warunkach – w razie czego włącza się wiatraczek zamontowany wewnątrz. Urządzenie jest tak dobre, bo jest bardzo wydajne (ok. 85%) i wytwarza prąd o mocy 1500 W. Takie parametry powinny zaspokoić potrzeby większości systemów.

Jak dobre było brzmienie i jaki był wpływ na mój system? Moje notatki wyglądały jak lista pozytywnych wrażeń: pierwszą i stale się powtarzającą obserwacja dotyczyła pozbycia się lekkiej ziarnistości, o istnieniu której dotychczas nawet nie zdawałem sobie sprawy. Zjawisku temu towarzyszyło lekkie złagodzenie krawędzi, jednak bez utraty rozdzielczości. Przeciwnie – rozdzielczość się poprawiła, poprawiła się też jakość obrazu dźwiękowego i koncentracja na szczegółach. Scena dźwiękowa poszerzyła się w każdym wymiarze. Zauważalna była też poprawa wagi i siły natarcia basu. Instrumenty smyczkowe brzmiały bardziej gładko, ale też bardziej szczegółowo, więcej było również w ich dźwięku składowych harmonicznych. Wszystkie instrumenty mały solidniejszą podstawę i wokół każdego z nich jest więcej powietrza, a jednocześnie stopień szczegółowości wzrasta. Głosy prezentowane były z większą ilością niuansów i wewnętrznych szczegółów. Tekstura i esencja przywodziły na myśl muzykę słuchaną na żywo. Można było wsłuchiwać się głębiej w nagranie. Trzeba jeszcze wspomnieć, że PPP sprawiał, że prezentacja była bardziej relaksująca i mniej brzmiała jak Hi-Fi.

Często dołączana do systemu „czarna skrzynka”, poprawia wprawdzie brzmienie, ale robi to pewnym kosztem. W pewnych dziedzinach można zaobserwować poprawę, ale w innych pojawiają się problemy. Dwie dziedziny, w których najczęściej te problemy się pojawiają to równowaga tonalna i dynamika. Muszę donieść, ze PPP nie wytwarza żadnych destrukcyjnych efektów w tych dziedzinach. Nie zauważyłem żadnych zmian równowagi tonalnej, ani kopletnie żadnych zahamowań dynamiki.

Jeszcze niczego nie powiedziałem o łatwości obsługi i budowie PPP. Brzmienie tak mnie ujęło, że musiałem o nim napisać najpierw. Pilot do wyłączania całego systemu to miły element. Można też regulować jasność wyświetlacza, aż do całkowitego wygaszenia. Wyświetlacz może pokazywać napięcie wejściowe, albo wyjściowe (zregenerowane), wejściowe i wyjściowe THD. Powiesz, że to wszystko tylko bajery. Ale kto nie lubi bajerów?

Power Plant posiada dwie funkcje, których nazwy brzmią jakby były zaczerpniete z filmów science-fiction – CleanWave i MultiWave. CleanWave to funkcja demagnetyzacji systemu, która działa na zasadzie wysyłania serii wysokich częstotliwości. W czasie demagnetyzacji wszystkie urządzenia powinny być włączone, ale żadna płyta nie powinna być odtwarzana. Po zastosowaniu tej funkcji usłyszałem subtelną poprawę klarowności.

Multiwave to funkcja bardziej złożona i spróbuję ją w skrócie opisać. Według instrukcji obsługi funkcja ta wydłuża szczytowy czas ładowania sinusoidy, co według McGowana owocuje wieloma dźwiękowymi zaletami. McGowan uważa, że jest to ekwiwalentem zastosowania większego zasilacza, lub większej ilości kondensatorów. Z pewnością u mnie funkcja ta działała. W tej chwili przycisk MultiWave mam cały czas włączony. Brzmi seksi.

PPP jest pięknie zbudowany i świetnie wygląda. Jest solidny, a rzeźba płyty czołowej z niebiesko podświetlanym wyświetlaczem jest bardzo atrakcyjna. Wykończenie jest pierwsza klasa i można je prezentować z dumą. Gdy ktoś zapyta co to jest, można z satysfakcją odpowiedzieć „No jak to? To oczywiście mój regenerator prądu”.

Na zakończenie powiem, że nie mogę dopuścić, aby ten kawał sprzętu opuścił mój dom. Mój system poczułby się bez niego samotnie.