Recenzja Power Planta - Stereophile
Autor: Robert Deutsch

Ocena czy idea jest genialna czy do niczego zależy od punktu widzenia i od rezultatów jakie niesie za sobą ta idea. (...)

Projektanci sprzętu audio zakładają, że prąd w gniazdku posiada określoną charakterystykę (np. 230 V, 50 Hz) i z tym założeniem konstruują zasilacze w swoim sprzęcie. Zasilacze te często filtrują niechciane zniekształcenia w wysokich częstotliwościach, które mogą być obecne w sieci zasilającej. Oddzielny obwód zasilania przeznaczony tylko dla sprzętu audio jest postrzegany jako coś wskazanego, ponieważ izoluje hi-fi od urządzeń AGD i oświetleniowych.

Od dziesięcioleci dostępne są na rynku kondycjonery i inne „uzdatniacze” prądu, filtrujące zasilanie i tym samym „łagodzące” dźwięk sprzętu. Wielu audiofilów uznaje tego typu urządzenia za przydatne, inni dyskwalifikują je z powodu efektów ubocznych jakie zachodzą w dziedzinie brzmienia – detale stają się przyciemnione, dynamika zredukowana, a mierzalne efekty elektryczne są znikome.

„Power to the people”

(...)

Mamy do czynienia z urządzeniem Power Plant Premier, które przez producenta nazywane jest „pierwszym i jedynym na świecie regeneratorem prądu zmiennego o niskich zniekształceniach i wysokiej efektywności”. „Wysoka efektywność” ma tu znaczenie kluczowe. Wcześniejsze wersje Power Plantów opierały się na stereofonicznym wzmacniaczu pracującym w klasie AB o efektywności około 50%, co oznaczało, że muszą być bardzo ciężkie, aby podołać ciążącym na nich obowiązkom. Premier osiąga maksymalną moc 1.500 W, (...) przy efektywności 85%. Efektywność mogłaby być wprawdzie wyższa, gdyby zastosowano wzmacniacz pracujący w klasie D, ale z tego rozwiązania zrezygnowano ze względu na zbyt duże zniekształcenia. Zamiast tego zdecydowano się na zwykły wzmacniacz AB. (...)

PS Audio stosuje zaawansowaną metodę ochrony przed przepięciami i przeciążeniami. Urządzenia innych firm chronią przed krótkimi i gwałtownymi wzrostami napięcia, ale nie chronią przed długotrwałymi i bardziej umiarkowanymi wzrostami napięcia, które dla sprzętu są nawet bardziej szkodliwe. Bez względu na to jaki prąd dociera do Power Planta, na wyjściu jest zawsze 120 V [230 V w Europie – przyp. tłumacza].

Przy mocy 1.500 W nie ma żadnych ograniczeń prądowych. W stosunku do poprzednika osiągnięto redukcję zniekształceń pomiędzy 100 kHz a 2 MHz o ponad 80 dB. Podobnie jak wcześniejsze wersje Power Plant ma wiatraczek, ale jest od nich znacznie chłodniejszy, więc nie ma powodu, by w normalnych warunkach wiatraczek się włączał. W mojej sytuacji, przy użyciu bardzo wysoko efektywnych kolumn Avantgarde Uno Nano wiatraczek przez większość czasu był wyłączony. Kiedy już się włączał, był bardzo cichy.

Jedną z najbardziej imponujących cech Power Planta jest jego umiejętność do redukowania zniekształceń THD w prądzie zmiennym. (...) Urządzenie wyposażone jest we wbudowany miernik zniekształceń harmonicznych, a wyświetlacz może pokazywać ich poziom dla prądy wchodzącego i wychodzącego. W moim przypadku zniekształcenia prądu wchodzącego były rzędu 3-4%, a na wyjściu miałem około 0,3%.

Premier wyposażony jest w pięć par izolowanych gniazd [w Europie 5 sztuk – przyp. tłum.] – wszystkie są identyczne pod względem funkcjonalności i pogrupowane są w trzy przełączane strefy. Chociaż jedno z gniazd opisane jest jako „Power Amp”, oznaczenie to służy tylko wygodzie użytkownika, samo gniazdo nie różni się niczym od innych. Moc Power Planta (1.500 W) jest wystarczająca dla wszystkich końcówek mocy, żadne pasywnie filtrowane gniazda nie są potrzebne. Sprytnie też poradzono sobie z zapotrzebowaniem końcówek mocy na duży prąd – jeśli ich chwilowe potrzeby przekraczają możliwości Power Planta są przez niego „podłączane” do gniazdka w ścianie, aż ich zapotrzebowanie na prąd stanie się mniejsze. Tym, którzy posiadają wzmacniacze o niezaspokojonym głodzie prądu (lub tym, których nie stać na Power Planta) PS Audio proponuje Duet lub Quintet Power Center, które filtrują prąd, chronią przed przepięciami i przeciążeniami, ale nie regenerują prądu.

(...)

Łatwość użytkowania Power Planta poprawia obecność pilota (wybór trybu wyświetlacza, sinevawe/MultiWave, CleanWave, jasność wyświetlacza), sekwenser prądowy, zdalny włącznik, wyjścia i wejścia TV i telefoniczne. (...)

Dźwięk

Od prawie dziesięciu lat, z wyjątkiem krótkich okresów, źródła, przedwzmacniacze, a czasami wzmacniacze mocy i zintegrowane w moim systemie redakcyjnym były zasilane przez Power Planta. Najpierw był to P300, ostatnio zaś P500. Za każdym razem, gdy porównywałem prąd z Power Planta z tym ze ściany, brzmienie było lepsze, gdy sprzęt zasilany był przez Power Planta.

Gdy otrzymałem Premiera do testu, zrobiłem to, co robię zazwyczaj z nowym urządzeniem – wpiąłem go do sieci, podłączyłem do niego system, wszystko włączyłem i zacząłem słuchać bez jakiegokolwiek analizowania i oceniania brzmienia. Trwało to kilka tygodni, bo dałem Premierowi trochę czasu na wygrzanie. (...)

Po tym czasie zacząłem słuchać kilku bardzo dobrze znanych mi płyt, tym razem zwracając uwagę na ważne muzyczne detale, jak również na scenę i ogólną muzykalność. Rezultaty były znakomite (...).

Następnym krokiem było ustalenie jak brzmi system, gdy wszystkie jego komponenty wpięte są bezpośrednio do gniazdka w ścianie. (...)

Dźwięk był ciągle dobry – trochę wysunięty do przodu, w stosunku do tego jak było z Power Plantem, ale nie nie było to zbyt denerwujące. Z drugiej strony równowaga tonalna była taka sama. (...) W ciągu dalszych odsłuchów wydawało mi się, że niektóre z drobnych detali są przyciemnione, a scena – chociaż nie była w sposób oczywisty węższa, czy płytsza, nie była jednak tak precyzyjnie nakreślona, jak wtedy, gdy w systemie pracował Premier.

Wpiąłem wszystkie urządzenia do Premiera, włączyłem system i kontynuowałem słuchanie tych samych płyt (...). Opierając się na swoich poprzednich wrażeniach z odsłuchu sprzętu zasilanego z gniazdka w ścianie, kiedy degradacja dźwięku była subtelna, spodziewałem się, że poprawa w drugą stronę będzie równie delikatna. Nigdy nie używam określania „opadająca szczęka” – ani w rozmowie, ani w tekście pisanym, teraz więc też nie zamierzam tego robić. Moja szczęka pozostała na właściwym miejscu. Byłem jednak zaskoczony ogromną poprawą jaką wprowadził Premier. Muzyka wzbogaciła się o więcej subtelnych detali, scena poszerzyła się i pogłębiła. Całość brzmiała bardziej naturalnie, mniej elektronicznie. Szum, który mógłby być problemem ze względu na wysoką efektywność kolumn Anantgarde Uno Nano był i tak niski po podłączeniu sprzętu bezpośrednio do gniazdka w ścianie, natomiast po użyciu Power Planta był jeszcze niższy. Nie było żadnego pogorszenia dynamiki, co najwyżej łatwiej było teraz śledzić przepływ muzyki.

Premier w moim systemie sprawił, że wrażenia odsłuchowe wzniosły się na znacznie wyższy poziom. Do takich wniosków doszedłem bezustannie przełączając się z prądu „surowego” na prąd wytwarzany przez Premiera. Od czasu do czasu używałem funkcji CleanWave i rzeczywiście wtedy dźwięk wydawał się „czystszy”. Możliwość aktywowania tej funkcji z pilota w znacznym stopniu ułatwiała obsługę urządzenia, dzięki czemu mogłem jej używać częściej. (...)

Konkluzja

W najlepszym z możliwych światów prąd wychodzący z gniazdka w ścianie miałby stałe, niezmienne parametry – byłby czystą sinusoidą 120 V / 60 Hz, bez żadnych zniekształceń i dodatkowych częstotliwości. Wszelkie potrzeby sprzętu elektronicznego podłączonego do gniazdka w ścianie miałby byłyby spełniane.

Nie żyjemy w takim świecie. Napięcie prądu zmiennego się waha, czasami w takim stopniu, że może to uszkodzić sprzęt, a sinusoida nigdy nie ma stałej częstotliwości 60 Hz. Wszystkie zasilacze w urządzeniach audio muszą uwzględniać realia i – w mniejszym lub większym stopniu – tak właśnie jest. Przeważająca większość nabywców sprzętu osiąga pełnię szczęścia po wpięciu swoich urządzeń do gniazdka w ścianie. Z wyjątkiem przypadków gdy w wyniku przepięć i przeciążeń następuje uszkodzenie sprzętu wszystko generalnie działa. Dopiero porównanie dźwięku systemu zasilanego prądem ze ściany z dźwiękiem systemu zasilanego prądem zregenerowanym prowadzi do konkluzji, że taki sprzęt może brzmieć lepiej – bardziej jak muzyka, a mniej jak jej elektroniczna reprodukcja. To właśnie zapewnia Power Plant i nie mógłbym się bez niego obejść.