Przedwzmacniacz gramofonowy Ypsilon VPS-100 wraz z transformatorem „step-up” MCIO
Recenzja z magazynu Stereophile
VPS-100 - Stereophile

W październiku 2008 roku recenzowałem przedwzmacniacz gramofonowy Reikon greckiej marki True Life Audio kosztujący 43.500 dolarów wraz z transformatorem „step-up”. Phono stage dla wkładek MM Ypsilon VPS-100 wyceniono na 27.700 dolarów, włączając w to kwotę 2.700 za transformator dla wkładek MC. Cena jest więc aż o 15.800 dolarów niższa od zamkniętego w trzech obudowach Reikona.

Podobnie jak TLA, Ypsilon jest pięknie wykonany, ma wewnętrzne srebrne okablowanie, wytłoczone i wyżarzone na zamówienie, transformator jest ręcznie nawijany, połączenia zrealizowane są metodą „punkt w punkt”, a całość zamknięta jest w sporej solidnej aluminiowej obudowie. Podobnie jak w Reikonie użyto tu lamp w roli prostownika oraz w stopniu wzmocnienia. Ypsilon, który mieści się w jednym klocku nie jest jednak żadną podróbą. Wykorzystuje lampę prostującą 6CA4 i filtr dławikowy. Korekcja RIAA realizowana jest na drodze pasywnej, bez sprzężenia zwrotnego, przy użyciu opartego na transformatorze układu LCR, zamiast będącego w powszechnym użyciu układu opartego na kondensatorach i rezystorach (CR). Ma to zapobiegać absorpcji dielektrycznej kondensatorów, która jest powodem opóźnionego oddawania energii i w rezultacie powstawania „dzwonienia”.

Ypsilon zasila swoje dzielone obwody RIAA za pomocą własnego transformatora, wyposażonego w papierową izolację i rdzeń wykonany ze specjalnego amorficznego materiału. Filtr 2123 Hz wykorzystuje cewkę indukcyjną z rdzeniem powietrznym „praktycznie bez żadnych pasożytniczych pojemności” w pierwszym stopniu wzmocnienia (jak twierdzi Ypsilon) i z filtrem 50-500 Hz na wyjściu pierwszych dwóch stopni wzmocnienia, z których każdy oparty jest na lampie C3g Philipsa o żywotności 10.000 godzin. Pierwszy stopień wzmocnienia i filtr 2123 Hz są mechanicznie odprzęgnięte od sztywnego chassis. Ypsilon twierdzi, że układ LCR brzmi bardziej naturalnie, muzykalnie i otwarcie od układu CR oraz ma „lepiej zdefiniowaną dynamikę w skali makro i mikro”.

Ypsilon VPS-100 jest drogi, ale jest  pięknie wykonany i ma imponującą specyfikację. Inne dane techniczne przedwzmacniacza MM: wzmocnienie: 39 dB, pojemność wejściowa: 200 pF, impedancja wyjściowa: 1200 Ω, pasmo przenoszenia: 10 Hz – 40 kHz przy -3 dB, dokładność korekcji RIAA: ±0,5 dB, 20 Hz – 20 kHz.

Dostępne są trzy szerokopasmowe transformatory „step-up”: MC20 (8 Hz – 60 kHz), MC16 (8 Hz – 65 kHz) i MC10 (8 Hz – 70 kHz) przeznaczone do współpracy odpowiednio z wkładkami o napięciu wyjściowym 0,2 – 0,3 V, 0,3 – 04 V i 0,4 – 0,6 V. Wzmocnienie wynosi dla tych wkładek odpowiednio: 26 dB, 24 dB i 20 dB. Przy impedancji wyjściowej 47 kΩ impedancja wejściowa wynosi odpowiednio 140, 200 i 500 Ω. Równoległe wejście RCA pozwala na zastosowanie dodatkowego obciążenia, jeśli jest taka potrzeba. Własnej produkcji transformatory o podwójnych uzwojeniach są ekranowane mumetalem i umieszczone w dziesięciomilimetrowych osłonach pokrytych żelazoniklem. Każdy transformator kosztuje 2.700 dolarów.



Dźwięk: Istnieje wiele preampów gramofonowych w kategoriach Rozsądnie Wycenione i Rozsądnie Wycenione Ale Drogie (czyli poniżej 8.000), np. Einstein Turntable’s Choice, Audio Flight i Manley Steelhead, z których dwa posiadam i z powodzeniem używam. Jest też parę absurdalnie drogich, jak Boulder Amplifiers 2008 i True Life Audio Reikon. Bouldera nie słuchałem już od dłuższego czasu, mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. W najbliższym czasie Boulder ma zaprezentować model 1008, uproszczoną i tańszą wersję opartą na układach modelu 2008.

Najlepszy lampowo brzmiący przedwzmacniacz gramofonowy jaki słyszałem to TLA Reikon, którego dźwięk jest obszerny, gładki i płynny, z rozbudowaną górą. Najlepszy tranzystorowy phono stage i jak dotąd najbardziej dynamiczny ze wszystkich z jakimi miałem do czynienia to Boulder 2008. Ma to swoją przyczynę — chociaż kosztuje ponad 30.000 dolarów sprzedał się w ilości ponad 100 sztuk.

Jeśli TLA jest dla ciebie zbyt „lampowy”, pozbawiony dostatecznej masy i kontroli, a Boulder zbyt analityczny i „czysty” bez magii i obfitości w średnicy, Ypsilon łączy w sobie najlepsze cechy ich obu, kosztując przy tym znacznie mniej, niż każdy z nich. Wytwarza absolutnie oszałamiającą mieszankę zaskakująco rozciągniętych wysokich częstotliwości, rozdzielczości, przejrzystości i precyzji transjentów, połączoną ze zwartym, głębokim, zwinnym, niemechanicznym basem i doskonale bogatą, tzn. nie nadmiernie ubogaconą średnicą oraz z odpowiednią ilością nasycenia i struktury harmonicznej.

Bez względu na to, czy wszystko to jest rezultatem zastosowania układu LCR, czy też nie, od razu gdy tylko na VPS-100 posłuchałem znanej płyty, z łatwością usłyszałem, że wszystkie deklaracje Ypsilona okazały się prawdziwe. Gdy puściłem Johnowi Atkinsonowi kilka kawałków, on usłyszał to natychmiast: dźwięk był bardziej naturalny, bardziej muzykalny, bardziej przejrzysty, bardziej otwarty, a zwłaszcza „lepiej zdefiniowana dynamika w skali makro i mikro — dokładnie tak, jak było to opisane.

Słyszałem klarowność i rozciągnięcie wysokich częstotliwości najlepszych tranzystorowych przedwzmacniaczy gramofonowych, jak również ekspresję harmoniczną i muzykalność najlepszych gramofonowych preampów lampowych, i to bez żadnych cech negatywnych ani jednych ani drugich. Ypsilon był tak cichy, tak dobrze wytłumiony, czysty i rozciągnięty na dole, a także tak szybki, napowietrzony i otwarty na górze, że nigdy bym nie zgadł, że słucham lampy. Przy żadnym phono stage’u nie słyszałem nigdy lepszej rozdzielczości wysokich tonów, a umiejętność oddzielania od siebie muzycznych wątków w górze pasma, biorąc pod uwagę moje doświadczenie, miała charakter bezprecedensowy.

W rzeczywistości średnica VPS-100 była tak czysta, tak płynna i obfita, że zacząłem się zastanawiać w jaki sposób tranzystorowy phono stage mógłby w ogóle tego dokonać — nieobecność jakiegokolwiek dźwiękowego charakteru lamp była tak kompletna, że ciągle zapominałem o tym, że słucham lamp.

Scena była wyjątkowo obszerna i głęboka — zapytajcie Johna Atkinsona. Obrazy dźwiękowe były pewne, wielowymiarowe, miały prawidłowe rozmiary, nie były przerysowane, jak to się nieraz zdarza w przypadku dużych urządzeń.

VPS-100 lepiej klarował i oddzielał od siebie muzyczne wątki, zwłaszcza w górnych oktawach, od jakiegokolwiek innego przedwzmacniacza gramofonowego jakiego słuchałem (może za wyjątkiem Bouldera 2008) i robił to bez żadnej ziarnistości, rozjaśnienia, czy nieprzyjemnych zgrzytów — powtarzam: żadnych. Absolutnie nie brzmiał „elektronicznie”, mimo że w dziedzinie rozciągnięcia wysokich częstotliwości, szybkości transjentów i przejrzystości ustanowił nowy standard w moim doświadczeniu odsłuchowym. Talerze, dzwonki, ksylofony, werble — wszystkie te instrumenty reprodukowane były z taką dokładnością i rozdzielczością, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie słuchałem… z jednym wyjątkiem, o którym zaraz wspomnę.

Nie było takiego gatunku muzycznego, w którym Ypsilon błyszczałby jakoś szczególnie. Tak samo znakomicie odtwarzał muzykę elektryczną, jak akustyczną. Odtworzyłem i nagrałem na płycie CD-R czterdziestopięcioobrotowy acetat z utworem Underture z albumu „Tommy” The Who, który miałem szczęście otrzymać od Chrisa Bellmana w studiu masteringowym Berniego Grundmana. Z pewnością zabiorę tę kopię ze sobą na Rocky Mountain Audio Fest w październiku, żeby każdy mógł usłyszeć małą próbkę możliwości Ypsilona.

Wady? Być może VPS-100 nie miał ostatniego słowa w dziedzinie makrodynamiki. Być może nie był tak wybuchowy jak najlepsze gramofonowe preampy tranzystorowe. Nie jestem jednak tego taki pewien — po prostu silę się na to, żeby napisać coś negatywnego.

Kolejne zagadnienie to przydźwięk. Chociaż transformator VPS-100 jest dobrze ekranowany, odkryłem, że aby utrzymać przydźwięk na poziomie minimalnym, musiałem uważnie ustawić urządzenie, troskliwie ułożyć interkonekty i poeksperymentować z drutami uziemienia. W najgorszym przypadku przydźwięk był maskowany nawet przez najcichszy materiał muzyczny, a gdy użyłem wyjść zbalansowanych, zniknął kompletnie.

Wyjątek: przekonałem amerykańskiego importera Reikona True Life Audio, firmę On Track Audio, aby odesłała mi z powrotem umieszczony w oddzielnej obudowie transformator. Można go nabyć razem z Reikonem za kwotę 43.500 dolarów, nie da się go kupić oddzielnie. Gdyby to jednak było możliwe, kosztowałby 10.000 dolarów. Transformator Reikona dodał do wysokich tonów Ypsilona kolejną porcję błyszczącej klarowności, i to bez ostrości, czy przerysowania. Różnice nie były duże, więc po zwrocie Reikona i powrocie transformatora Ypsilon MC-10 do systemu, mogłem je przeboleć.

Michael Fremer