Harbeth M30.1 

Za projekt najładniejszych przednich ścianek kolumn głośnikowych odpowiedzialna jest brytyjska fantazja – oczywiście o ile jest się miłośnikiem prostokątnych mebli. Dziwi więc to, że schowano ją za maskownicą, która nie jest chętna do zejścia z kolumny i stara się łamać paznokcie i ranić palce osobom podejmującym próby jej demontażu. Jeżeli ktoś woli słuchać swoich Harbethów 30.1 z nałożonymi maskownicami – proszę bardzo, jak dla mnie wygląd kolumny również wpływa na wrażenia podczas odsłuchu. Na szczęście finalnie udało mi się dotrzeć do głośników, choć kolumny nie poddały się bez oporu.

Od 35 lat Lindfield w hrabstwie West Sussex jest domem producenta kolumn głośnikowych. Wielu osobom migną przed oczami monitory BBC gdy mowa o Harbethach. To całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że Harbeth produkował takie monitory obok KEF’a, Rogers’a i Spendora. BBC nadal pozostaje jednym z największych klientów Harbetha. Omawiany model ma długą tradycję. Po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 1997 roku, gdy zastępował BBC LS5/9, które pojawiły się na rynku na początku lat 80-tych. Jak widać produkty te nie mają zaspokajać sezonowej mody.

Właściciel Harbetha: Alan Shaw

Nie tylko wzornictwo kolumn jest tradycyjne. Zasady akustyczne stosowane we wczesnych produktach BBC nadal są wykorzystywane, np. kompozytowe przetworniki czy ogólny styl obudowy. Te drugie charakteryzują się wymiarami o proporcjach 460 x 277 x 285mm Wys. x Szer. x Dł. które są uznawane za najlepsze pod względem kontroli rezonansów. Wyjaśniają one również dlaczego Harbeth nigdy nie produkował kolumn podłogowych. Tradycyjnym elementem budowy tych kolumn jest też to, że nie usiłuje się całkowicie wygasić jej rezonansów. Tu obowiązuje zasada dziel i rządź. Np. ścianki przednia i tylna zostały przykręcone śrubami do reszty obudowy.

[…] MDFowa obudowa jest tłumiona matami bitumicznymi oraz gąbką – 30.1 zawiera jej nieco więcej od poprzednika. Udoskonalenie skrzyń było jednym z głównych celów przeróbki tego modelu. Nowe są również oba przetworniki. Miekka kopułka SEASa chłodzona ferrofluidem pokrywa pasmo niskich częstotliwości, podczas gdy rejestry średnio-niskotonowe są reprodukowane przez najnowsze wydanie firmowego głośnika z 20cm membraną wykonaną z materiału Radial. To opatentowane tworzywo, którego sztywność, charakterystyka rezonansowa oraz właściwości tłumienne są wg producenta optymalnie zrównoważone. Harbeth nie tylko zaprojektował ten głośnik, ale również produkuje go sam.

Tak naprawdę Radial ma kluczowy wkład w firmowe brzmienie Harbethów. Nie jest niespodzianką, że wraz z nowymi głośnikami nastąpiły zmiany w zwrotnicy. Do jej zbudowania wykorzystano „najnowsze oprogramowanie komputerowe i poświęcono wiele miesięcy na odsłuchy” – o czym poinformował mnie niemiecki dystrybutor. Częstotliwość podziału to 3,5kHz przy tłumieniu 18dB/oktawę czyli inaczej jest to zwrotnica trzeciego rzędu.

Trzy lata temu gościliśmy Harbethy Super HL5, których sposób prezentacji mile wspominam. W końcu nie zostały uhonorowane nagrodą „fairaudio favourite award” bez powodu. Kilka taktów z 30.1 i już było słychać tę samą nadzwyczajną naturalną spójność oraz kompletnie harmoniczny przekaz, który rozluźniał niczym relaksująca kąpiel, ale jednocześnie demonstrował wystarczający wigor i rytm, by zmusić nogi do samoistnego tupania. Rzadko zdarza się, żeby przyjemność wynikająca ze słuchania była dostępna od ręki i żeby pozostawała interesująca w dłuższej perspektywie czasowej. „Zapomnijcie o specyfikacji i cieszcie się muzyką” -  taki jest przekaz. Podobnie było z Super HL5.

Ważny fakt. Pod koniec 2012 Super HL5 kosztowały 1800zł więcej niż 30.1 kosztują teraz. Sprawiedliwym jest więc umieścić obie te kolumny w jednej kategorii cenowej. To, który model należy wybrać nie jest więc tyle sprawą ceny, co wyglądu i wymiarów pomieszczenia. HL5 mają praktycznie dwa razy większą obudowę, więc tak naprawdę zaliczają się do dużych monitorów, podczas gdy 30.1 są „normalne”. Nie jest niespodzianką, że ma to swoje konsekwencje dźwiękowe. Super HL5 mają głębszy bas i większego kopa. Dlatego powinny być dopasowane do pomieszczenia. Kolejną różnicą pomiędzy tymi kolumnami jest brak supertweetera w 30.1 przez co mają one nieco mniej powietrza. Oznacza to uboższe podkreślenie najwyższych częstotliwości, jednak nie dzieje się to kosztem ogólnej równowagi tonalnej.

Strojenie kolumn okazuje się być zrównoważone nawet w porównaniu do kolumn innych producentów. Włączyłem "Tilldess" z albumu Quartet's Totally Wired II Ulfa Sandberga, którego treningi na cymbałach dodawały wspaniałego powietrza do nagrania. W porównaniu do moich Thieli SCS4 i niedawno recenzowanych Burmesterów B10 wydawały mi się bardziej przejrzyste i głośne na średnicy, z delikatną barwą i wyższą rozdzielczością. Skwierczenie talerzy było w bardziej uwypuklone. Podobnie wyglądała prezentacja "Amanda" z Live Around The World Milesa Davisa.

Zestaw perkusyjny wyposażony w talerze i diabeł wie co jeszcze, chociaż z pewnością również w grzechotkę powodował wprost przede mną emisję dużej ilości średnicy z Harbethów. Scena została wyposażona we większe i bardziej zróżnicowane dynamicznie ciało. To oznaczało również, że mocne uderzenia w talerze - jak np. na „Wrinkle” jakieś cztery minuty w głąb utworu, gdzie akcja zaczyna naprawdę nabierać tempa – miały lepsze odwzorowanie z Harbethów, coś a’la jedną wielką oscylację kawała metalu, podczas gdy Thiele i Burmestery generowały więcej wyższych harmonicznych. Sposób przekazywania mocy czy fizycznej asertywności dźwięku Harbethów podkreślał ich znakomite wyczucie rytmu i swingu. W każdym wypadku góra świetnie integrowała się ze średnicą, jako jej bezpośrednie przedłużenie, bez udawania czy sztuczności. Te paczki po prostu grają nieco mniej śmiało na najwyższych częstotliwościach. […]

Harbethy 30.1 nie powiększają dźwięków podczas pierwszego pociągnięcia za strunę na gitarze, czy uderzenia w nią młoteczkiem fortepianu. Skrzynie te bardziej skupiają się na korpusie instrumentu, ich niższa średnica jest soczysta i dźwięczna. Wokale kobiece zajmują przestrzeń w sposób tak jedwabnie charyzmatyczny, że trzeba się im po prostu poddać. […] Liczenie zębów może być ciekawe, ale sposób w jaki 30.1 budują głosy jest równie ciekawy. Pod tym względem ważniejsze są osobiste preferencje, co do sposobu bycia uwodzonym przez kolumny. Na 30.1 sybilanty i szorstkość „s” stają się mniej wyeksponowane, dzięki czemu wypłacane są dywidendy tym, których kolekcje muzyki nie składają się wyłącznie z audiofilskich pereł.

Dopiero co wymieniłem soczystą niższą średnicę. Ma ona wpływ na zakres wokali, poprzez delikatną tendencję do ocieplania i tworzenia wspaniałego ucieleśnienia głosów i instrumentów. Nawet kontrabas zaprezentował się trochę głośniej.  Jazzowe solo „Tilldess” na kontrabasie brzmiało chudo na moich Thielach SCS4, podczas gdy brytyjskie paczki zaprezentowały je w prawidłowych rozmiarach. […] Harbethy 30.1 lepiej obrazowały korpusy instrumentów.

Treść w obrębie najniższych rejestrów była szybka i zwinna w związku z czym zmiana brzmienia gitary basowej na „Amandzie” Milesa Davisa (w okolicach 3,5 minuty) była dramatyczna, z wielka werwą i artykulacją. Thiele grały bardziej zwarcie, jednak sprawiały, że dźwięk stawał się cieńszy, słabszy, bardziej teoretyczny. […]

Równość i spójność są to dwa słowa kluczowe służące opisowi tej kolumny. […] Świetnie radzą sobie z trudną sztuka utrzymania proporcji pomiędzy impulsem i harmonią. Wygaszane dźwięki są niczym klej spajający nuty, dzięki niemu te drugie można śledzić w elastyczny sposób. Atak utrzymuje wystarczający pęd do rytmicznej gotowości w wyniku czego jedwabność nie zamienia się w senność. […] Ponownie: równowaga jest najważniejsza i 30.1 podążają środkiem ścieżki pomiędzy atakiem i wybrzmiewaniem.

Wirtualni wykonawcy są duzi, z pewnością więksi niż ci generowani przez większość monitorów podstawkowych. Ponieważ rozmiary sceny są hojne to wokale i instrumenty przedstawiają się jako dobrze zorganizowana i godna zaufania całość, nawet w świetle tego, że niejednokrotnie słyszałem większą scenę pomiędzy poszczególnymi muzykami z innych kolumn. Strojenie Harbethów nie opiera się wyłącznie o ekstremalnie głębokie różnicowanie przestrzenne, czy rysowanie obrazów o krawędziach ostrych jak żyletka. […]. Ich największą zaletą jest organiczna całość. Brzmienie, które nie jest niczym okno w bardzo dokładnym przekroju – tu po prostu muzyka jest obecna. Dzieje się to wewnątrz pomieszczenia, a nie jakby na zewnątrz, zza ramy okna obserwacyjnego. W tym zawiera się sposób budowania sceny przed kolumnami, który nigdy nie staje się natarczywy, w wyniku czego kolumny te mają tak bogatą scenę.

Wnioski. Kompaktowe Harbethy 30.1 nie tylko wyglądają jak dostojne, angielskie meble – również tak brzmią. Przez 30 lat udoskonalania i niekończącego się strojenia otrzymano rezultat o zadziwiająco dojrzałym i spójnym dźwięku, który nie angażuje się w pościg za zostaniem najlepszym na jednym polu, na korzyść ogólnie perswazyjnego brzmienia i stworzenia kompletnego doświadczenia odsłuchowego. Harbethy 30.1 zgrywają się tak dobrze ze wszystkimi gatunkami muzycznymi, że wyobrażam sobie nie jednego słuchacza, dla którego te kolumny będą ostatnimi. Najbardziej spodobają się tym, którzy na przestrzeni lat wykonali zbyt wiele ruchów w grze zmieniania urządzeń, a obecnie mają tego po prostu dość i wolą powrócić do dawno zapomnianej i prostej przyjemności słuchania utworów. Jak zawsze odsłuch jest obowiązkowy, w tym wypadku wskazane jest jego dokonanie wcześniej niż później. - Ralph Werner, 6moons.com, styczeń 2013