Michael Creek ciężko pracował nad dodaniem nowoczesnego i wszechstronnego bazowego wzmacniacza zintegrowanego do oferty. Wyświetlacz OLED i podświetlane przełączniki elektroniczne tworzą jego styl. Urządzenie zostało skonstruowane w sprytny, modułowy sposób, ponieważ można do niego dołożyć opcjonalny moduł przedwzmacniacza gramofonowego, moduł tunera, zewnętrzny czujnik podczerwieni czy wkrótce nawet moduł DAC’a.

Evolution 50A jest wykończony porządnie, choć stalowa obudowa potrafi rezonować. W kontraście panel przedni ze stopu jest bardzo elegancko wykończony, a wszystkie przełączniki na nim umieszczone działają prawidłowo. Wewnątrz umieszczono całkowicie dyskretną sekcję tranzystorową zasilaną dużym toroidalnym transformatorem z oddzielnymi odczepami dla obwodów analogowych wysoko i niskoprądowych oraz logiki sterującej. Zastosowano małe kondensatory wygładzające w szeregu równoległym w zasilaczu. Obwody wzmacniacza są w pełni zbalansowane co jest rzadkością w tym przedziale cenowym.

Wzorowa dynamika

Creek był najbardziej przyjemnym i najmniej podbarwionym wzmacniaczem w teście. Wspaniale angażujący sposób grania o czystej i wnikliwej naturze. „Morning Child” brzmiało okazale, wzmacniacz prężył się, stroił bas i przekazywał przejrzystą i słodką średnicę oraz przestrzenną górę z doskonałymi rezultatami.

Mocarny i szczegółowy dźwięk wzmacniacza był naprawdę imponujący. Wszystkie cechy miksów były komunikowane nader naturalnie. Wokale były na całkowicie innym poziomie w stosunku do wszystkich pozostałych testowanych wzmacniaczy, a perkusyjne pianino lśniało.

W „Lady Writer” wszystko od gitary basowej aż po talerze mieniło się szczegółami i teksturą. Wokale były lepiej wymierzone i gwałtowniejsze niż z pozostałych wzmacniaczy, choć nigdy nie były ostre.

Choć nie miał wystawnego ciepła Arcama, Creek wnikał jeszcze głębiej w subtelności modulacji muzyków dając niesamowicie naturalny i żywy dźwięk. Pasował szczególnie dobrze do Mahlera, nadając wszystkiemu formy i ładu, powodując, że Arcam w porównaniu nie brzmiał celnie, tylko chaotycznie.

Odwzorowywana scena nagrania była żywa i oddychała. Tutaj Creek dowiódł, że absolutnie stanowi klasę samą w sobie.

Dynamika była fantastyczna, a rezerwy mocy pozwalały odtworzyć „No More I Love You” przy antyspołecznym poziomie głośności. Spójność rytmiczna była zachowana podczas serwowania dużych ilości pomruków bez narzekania. Znakomity odtwórca i doskonały stosunek ceny do jakości.  –test grupowy, www.hifi news.co.uk