Nie ma kolumny głośnikowej, która byłaby lepsza od wszystkich innych, są jednak takie, które są szczególnie dobre na szereg sposobów. Co więcej jest jedna cecha, która jednoczy produkty takie jak Tannoy Westminster, Ruad 2905, Martin Logan CLX: żadne z nich nie przypominają konwencjonalnej kolumny głośnikowej wyposażonej w przetworniki gotowe do kupienia na niemal każdym rogu. […]

Szef projektów technicznych Vivid Audio wszedł do mojego pokoju i powiedział: „Ooo – NS-1000M!” i zaczął mi opowiadać o procesie produkcyjnym berylowych przetworników Yamahy podsumowując, że wyprzedziły one swoją epokę. […]

B1 to sporawe kolumny ze zintegrowaną podstawą o solidnej wadze 38kg każda. Konstrukcja jest trzyipółdrożna z dwoma przetwornikami basowymi bezpośrednio ze sobą sprzęgniętymi. Taka konstrukcja dramatycznie redukuje ilość energii mechanicznej wypromieniowywanej przez obudowę.

Materiał obudowy to laminowany próżniowo kompozyt włókna węglowego i żywicy poliestrowej, który również znacząco wpływa na niemość obudowy. […]

Choć wiele uwagi zostało poświęcone zbudowaniu maksymalnie bezwładnych obudów Laurencje jest nadal wielkim orędownikiem odprzęgania przetworników. Przeciwsobnie pracujące woofery znoszą wzajemnie indukowane siły poniżej 100Hz. Tylny woofer powyżej tej częstotliwości przestaje odtwarzać dźwięk, więc pozostałe wibracje zostały odprzęgnięte od obudowy za pomocą o-ringów, które powyżej częstotliwości 100Hz świetnie radzą sobie z tym zagadnieniem. Pary o-ringów są również zastosowane do odprzęgania głośników kopułkowych od obudowy i tubowych komór stratnych znajdujących się za nimi.

Sprytnie zaprojektowana obudowa i sposób montażu przetworników to nie jedyne zagadnienia warte uwagi. Membrany wszystkich przetworników zostały wykonane z jednego rodzaju materiału - stopu aluminium. Co więcej przetworniki średnio i wysokotonowe mają bardzo podobny profil przekroju, dzięki czemu uzyskana jest najlepsza możliwa zgodność fazowa. […] Kombinacja membrany i kopułki głośników niskotonowych została zaprojektowana z pomocą analizy komputerowej. Podobnie przemyślany jest projekt kosza głośnika, który został stworzony tak, by w jak najmniejszym stopniu ograniczał ruch powietrza przepychanego przez tył membrany głośnika. […]

Na początku Laurence nie planował produkować głośników w zakładzie Vivid Audio, jednak uznani producenci głośników odwrócili się na pięcie, gdy zobaczyli rysunki techniczne projektów Laurence’a oraz ich odmienność od jakichkolwiek produktów wykonanych w przeszłości przez owe zakłady. Na szczęście południowoafrykański entuzjazm pozwolił zabrać się czym prędzej do pracy przy ich wytwarzaniu na własną rękę. „Gdybyśmy wiedzieli na jak głęboką wodę się rzuciliśmy, prawdopodobnie nigdy nie wykonalibyśmy nawet pierwszego kroku w tym kierunku.”
Zwrotnice do kolumn również są produkowane w zakładzie Vivid w technologii punkt w punkt z zastosowaniem cewek nawijanych na miejscu.
Rezultatem są pięknie wykonane kolumny. Charakterystyczny kształt nie został zainspirowany tarczą Zulu, tylko tą samą organiczną logiką, która nadała kształtu Nautilusom. […] Symetria przekrojów w trzech płaszczyznach również jest celowa.

Jakość dźwięku

Zgodnie z oczekiwaniami stawianymi tak unikalnym kolumnom Vivid B1 dostarczają prawdziwą ucztę dźwiękową – do tego nie robią one pewnych rzeczy, które inne kolumny z tego przedziału cenowego robią. Co mam tu na myśli? Wielu produktom udaje się pogubić naturalny rytm, tonalność i spójność fazową oryginalnego nagrania. Vividy za to dostarczają nieznane dotąd uroki nagrań w bezpośredni sposób.

Nie są to kolumny do których można podłączyć zestaw losowo zebranych urządzeń audio w nadziei, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności zrobią urokliwy hałas. W takim wypadku dźwięk najprawdopodobniej nie będzie zachwycający. Są to kolumny bezlitosne dla źródła oraz amplifikacji, więc jeżeli coś z nimi będzie nie tak, prędko wyjdzie to na jaw. Pod tym względem są podobne do Yamah NS1000M – zagrają na 10 różnych sposobów z 10 kombinacjami elektroniki.

Dźwięk jaki wytwarzają odzwierciedla piękny, jasny, rześki zimowy poranek. Muzyka zjawia się doskonale naświetlona z emanującą definicją i oczarowującym kolorem. Podobnie wycenione B&W 801D są bardziej nosowe, bardziej kwaczące, bardziej monochromatyczne, podczas gdy Quady 989 są miększe i gładsze ale też bardziej zawoalowane, jak zachód słońca nad miastem przykrytym smogiem.

Odbierający dech w piersiach cover utworu: „Don’t let it bring you down” w wykonaniu Annie Lennox reprezentuje wspaniałą przejrzystość Vividów B1. Wokale nagrywane z bliska były przekazywane z całkowitą bezpośredniością, tak, jakby się stało w komorze nagraniowej. Oprócz tego jej głos był niesamowicie składny w trakcie przemieszczania się po skali. Nie pojawiły się żadne artefakty, niespodziewane sybilanty, zniekształcenia czy szorstkość. Spod wokali przedostawały się ekspansywne sekcje instrumentalne renderujące towarzyszące syntezatory analogowe z całkowitą wiarygodnością. Talerze mieniły się niczym statki nocą. Tremolo na werblach zagrzmiały, a delikatnie towarzyszący keyboard pojawiał się i znikał z miksu.

„Fairground” Simply Red było równie czarujące. Nagranie to zmusza większość kolumn do wyspowiadania się z całej listy rzeczy, które robią źle. Mocno obrobiony pompujący bas, który wykańcza większość kolumn nie był w stanie wydusić z Vividów żadnej tego typu reakcji. Sprawowały też całkowitą kontrolę nad wymagającą perkusją podczas gdy okazjonalnie nosowe wokale Micka Hucknalla schlebiały całości. Brzmiał on kremowo gładko oraz jednocześnie żywo i bezpośrednio. Pojawiał się w pomieszczeniu tak samo jak Annie Lennox. Gdzie indziej pojawiały się okazałe przerywniki fortepianowe w stylu house’owym o zaskakująco okazałym brzmieniu jak dźwięki rodem z samplera z środka lat ’90-tych. Największe wrażenie zrobiła na mnie dynamika akcentująca refreny. Słuchając śpiewaka wykorzystującego każdego Pascala ciśnienia powietrza wypychanego z płuc stało się zrozumiałe że Vividy nie obijają się jeżeli chodzi o transjenty!

Choć są kompetentne w odtwarzaniu obrobionego, skompresowanego popu z list przebojów dopiero na odmianie avant-jazzu z Rain Tree Crow’s „Pocket full of change” zacząłem nabierać pełnej świadomości możliwości tych kolumn. Otwierająca utwór perkusja ziściła się z prędkością i zwinnością miecza w pojedynku oraz towarzyszącym metalicznym dzwonieniem. Talerze zabrzmiały zaskakująco realistycznie, z czystym dźwięczeniem, którego nie uświadczy się na normalnym hi-fi. Do tego Vividy grają zawsze na czas. Żaden dźwięk nie jest przeciągany przez metalowe przetworniki – gdy nastaje czas na ciszę – dźwięk zanika, zamiast wybrzmiewać według własnego widzimisię niczym spirala wstrząsów wtórnych. Efektem tego jest olbrzymia przestrzeń wokół instrumentów oraz wspaniała, wnikliwa analiza najbardziej subtelnych niuansów rytmicznych. […] Dalej w nagraniu pojawił się wokalista David Sylvian ze swoim firmowym brzmieniem. Ponownie, Vividy przekazały jego głos z magiczną łatwością, tym razem nieco twardziej i bardziej konturowo niż w późniejszych latach, jednak nadal z bogatym, ciemnoczekoladowym, jedwabnym charakterem.

Nagle uświadomiłem sobie, że nie myślałem wcale o basie B1, przez co zamarłem. Przeważnie jest to pierwsza rzecz, na jaką zwracam uwagę, w około 10ms od rozpoczęcia nagrania i po zabrzmieniu pierwszej nuty wyrabiam sobie opinię i obudowie i tunelach wentylacyjnych. W przypadku Vividów było to znacznie trudniejsze zadanie. Brzmienie samotnej gitary basowej udowodniło, że pomimo zastosowania otworów w obudowie (których fanem nie jestem) żadne anomalie nie wystąpiły. Słyszalna była jedynie gitara basowa. Basista przesuwając się po progach nie zmuszał skrzyń do grania głośniej na pewnych częstotliwościach, porty również nie zaczęły szukać ostatniego tchnienia. Z pewnością w kolumnach tych implementacja bas refleksu jest jedną z najlepszych jakie dane mi było usłyszeć. Po tym odsłuchu wszystkie inne wentylowane kolumny będą uciążliwe dla ucha.

Vividy udowodniły, że są błyskotliwe na jazzie i popie, jednak swoje najlepsze cechy przechowały na prezentację muzyki klasycznej. Były to prędkość, przejrzystość, chwyt, neutralność, oraz zgodność fazowa dzięki którym moje ulubione nagranie symfonii Pastoralnej Beethovena (Karajan, Filharmonia Drezdeńska) stało się niezapomniane. Magia serwowana przez kombinację głośników zastosowanych w Vividach oraz ich połączeniu z obudową sprawia, że smyczki zamieniają się w czystą przyjemność. Każda najmniejsza kropla skrzypiec była serwowana z odbierającą dech w piersiach przejrzystością – całkowitą, wyraźną i bez skazy. B1 mają wzorową precyzję tonalną. Było trochę jasności, która często pojawia się przy metalowych przetwornikach, jednak nie była ona tak oczywista jak typowe przywary głośników z membranami bextrenowymi, papierowymi czy polipropylenowymi. Choć Vividy B1 mają dobrze naświetloną naturę, to nigdy nie staje się ona ostra czy ziarnista w przeciwieństwie do wielu innych, które potrafią być blade w jednej chwili i krzykliwe w następnej.

Kolejnym wspaniałym elementem ich dźwięku była scena. Po należytym okresie wygrzewania i około 20 minutach rozgrzewania przed oceną każdego dnia B1 wypełniały moje pomieszczenie obrazami bardziej precyzyjnymi niż jakikolwiek wielokanałowy system THX byłby w stanie stworzyć. Ponownie wydało mi się, że jest to zasługa pieczołowicie zaprojektowanych obudów głośnikowych oraz spójności fazowej głośników wysoko i średniotonowych. Określenie „dźwięk oderwany od skrzyń” zostało napisane z myślą właśnie o tych kolumnach. Jako czytelnicy z sokolim okiem z pewnością zauważyli Państwo, że Vividy B1 spodobały mi się z tego samego powodu, co Yamahy NS1000M. Są szybkie jak błyskawica, pięknie zintegrowane, spójne i muzycznie ekspresyjne. Podobnie jak Yamahy B1 również mają pewne „cechy”. Na pewno nie są dla każdego. Te doskonale zgrane metalowe kopułki mogą być zbyt jasne dla niektórych, trzeba więc będzie precyzyjnie dobrać do nich sprzęt towarzyszący. W roli źródła dobrze sprawdzi się gładki analog, bądź DAC z bardzo niskimi zniekształceniami zestawione ze wzmacniaczem w klasie A.

Pozostaje jeszcze aspekt basu, którego dotąd nie poruszyłem – po prostu nie ma go nadmiernie dużo. B1 nie schodzą tak nisko, jak ich podłogowe odpowiedniki. Pomimo tego, że jest on dobrze artykułowany i pieczołowicie zestrojony po prostu nie pojawia się to pochłaniające zejście. B1 pozwalają odkręcić gałkę głośności daleko, przy czym nie każdy sąsiad z ulicy od razu o tym się dowie.

Wnioski

Kolumny głośnikowe to urządzenia niezwykle trudne do poddania ocenie. Trzy wysokiej jakości produkty zaprojektowane w różny sposób pozwolą uzyskać bardzo odmienne rezultaty. Ja lubię wszystko co skupia się wokół przejrzystości, prędkości, dynamice i spójności fazowej. Dlatego gram na Yamahah NS1000M, które są jednymi z najlepszych na tym polu. Do listy wyjątkowych pod tym względem dopisałem właśnie Vividy B1. Pozwalają one uzyskać brzmienie bezpośrednio sprzężone z mózgiem, jakby dźwięk był podawany wprost do niego. Jeżeli wiecie w co wchodzicie B1 mają zaskakująco mało wad i oferują zaskakująco kompletne brzmienie do pomieszczeń małych i średnich. Dla tych z Was, którzy dzielą moje preferencje brzmieniowe może to być jeden z najlepszych wyborów. – David Price