Niewielu będzie stać na zakup Vivid Audio Giya G2. Ich wygląd został opisany na wszelkie możliwe sposoby: od unikalnego i pięknego przez śmiały aż po brzydki co oznacza, że jednym się podobają, a innym nie. Rynek nabywców jest więc ograniczony. 

Niezależnie od tego czy stać Was Giye G2, czy podoba Wam się ich wygląd, czy interesuje Was technologia za nimi stojąca, to powinniście przeczytać tę recenzję. Na rynku obecnie nie ma wielu produktów takich jak ten. Odbierające dech w piersiach rezultaty pracy genialnego projektanta kolumn z całkowicie wolną ręką do podejmowania decyzji mających na celu spłodzenie doskonałych kolumn było możliwe, dzięki wsparciu firmy, która miała odwagę zaimplementować efekty jego odkryć. […]

[…]Giye z pewnością wyglądają inaczej, a ich obudowa jest jak powiew świeżego powietrza. Ich wygląd ma więcej sensu gdy się już ich posłucha – wtedy zrozumie się, że nie chodzi tylko o design. Wygląd ten jest bezpośrednio związany z rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Jeżeli chodzi o współczynnik akceptacji żony – mojej spodobały się od razu. Czy to anomalia? Nie wiem, ale mając na uwadze to, że się ze mną ożeniła uważam, że ma bardzo dobry gust. […]

Dźwięk

Kiedy recenzowałem B1 Oval stało się dla mnie oczywistym, że Vivid ma potencjał do stworzenia kolumny najwyższej klasy. Od średnicy aż po najwyższe częstotliwości B1 mogły neutralnością, transparentnością i przejrzystością konkurować z moimi kolumnami referencyjnymi. […] W momencie w którym puściłem muzykę przez Giye G2 natychmiast rozpoznałem ten potencjał jako spełniony, wszelkie wady B1 zniknęły, a strony mocne zyskały.


Jakiekolwiek wątpliwości co do tego czy G2 są w stanie odtworzyć bas aż do 20Hz z satysfakcjonującym natężeniem zostały rozwiane, gdy odtworzyłem The Trinity Session od Cowboy Junkies o 6dB głośniej niż zwykle. Nie tylko dane mi było usłyszeć ultraniskie częstotliwości, odczułem również zwiększenie ciśnienia w pomieszczeniu, do poziomu którego żadne inne kolumny nie były w stanie osiągnąć. Choć jest trudno wyizolować i zrecenzować neutralność basu w pomieszczeniu odsłuchowym, które znacząco wpływa na to co słyszymy, to mając wiedzę o tym jak moje Revele zachowały się w komorze bezechowej i w moim pomieszczeniu mogę stwierdzić, że G2 produkowały bas liniowy schodzący naprawdę nisko.

Bas nie tylko był głęboki, był też reprodukowany z większą siłą oddziaływania niż z jakichkolwiek innych kolumn, które recenzowałem czy słuchałem. Nie miało znaczenia jakie nagranie obfitujące w perkusję puszczałem z G2 ani przy jakim poziomie głośności – siła produkowana w tym paśmie zwalała z nóg, a szczegółowość była niespotykana. Gdy G2 miały za zadanie odtworzyć mocne uderzenie robiły to z siłą Mike’a Tysona w latach świetności na dodatek z taką artykulacją i kontrolą, że jasna była rezerwa wciąż zakopana w tych kolumnach.

Możliwość wyprodukowania basu z głębia, masą i siłą w tak wzorowy sposób pozwoliła Giyom G2 odtworzyć nagranie orkiestralne z należytą wagą. Podobnie było w przypadku ciężkiego rocka. Nie wiele osób zna April Wine poza moimi kanadyjskimi rówieśnikami. Gdy odwiedzają mnie w domu włączam „Roller” i ustawiam głośność na 11. Następnie wykonuję krok w tył i obserwuję opadające szczęki. W zeszłym tygodniu tak zrobiłem i pewien dżentelmen odwrócił się w moim kierunku i powiedział: „Niemal się popłakałem.” Następnie wytłumaczył mi, że dorastając nigdy nie słyszał tego nagrania z taką przejrzystością i precyzją, szczególnie na niskich częstotliwościach, w obrębie których reprodukowana była gitara basowa z inspirującą kontrolą. Doskonale rozumiałem co miał na myśli – żadne znane mi kolumny nie reprodukowały rocka tak dobrze. Zastanawiałem się jak wiele osób na świecie miało przyjemność odsłuchać nagranie takie jak to, odtworzone z taką wiernością i czy sami inżynierowie nagraniowi oraz muzycy tworzący je mieli przyjemność tego doznać.

Wybitna neutralność i zaskakująca przejrzystość na średnicy i wysokich w wykonaniu Oval B1 zostały przyćmione malowniczością dźwięku wytwarzanego przez Giyę G2. Co więcej, gdybym nie wiedział gdzie stoją kolumny, to przysiągłbym, że dźwięk po prostu materializuje się w pomieszczeniu nie mając żadnego fizycznego źródła. B1 zachowywały się pod tym względem podobnie, jednak G2 przewyższały je znikając całkowicie ze sceny muzycznej. Niemożliwym jest skwantyfikować te różnice, jednak zaryzykuję szacunek, że G2 pod względami transparentności, przejrzystości i „znikania” były od B1 lepsze o 25% (całkowicie pomijam w tym porównaniu kwestie basu). 

Muzyka której słuchałem – stara czy nowa – była w różnych stopniach niczym objawienie z Giy G2. Znałem Humans Bruce’a Cockburna odkąd zostało wydane na winylu w 1980r. Wydawało mi się, że słyszałem już każdy niuans tego nagrania przez 32 lata jego słuchania i podczas wszystkich tych lat marudziłem z powodu słabej sceny, braku przestrzeni i ograniczonej głębi. G2 nie naprawiły wszystkich tych przypadłości, jednak ujawniły znacznie więcej muzycznych niuansów, niż kiedykolwiek wcześniej, włączając w to ilość powietrza i przestrzeni, której nie byłem świadom. Głos Cockburn unosił się na środku sceny z laserową precyzją – nigdy wcześniej nie słyszałem takiej separacji wokalu od pozostałych muzyków jak na G2. Szczegółowe i nadzwyczajnie obnażające kolumny nie powodują, że słabe nagrania zaczynają brzmieć jeszcze gorzej. Przeciwnie. Wyciągają z nich to, co najlepsze. Na bardzo dobrym nagraniu rozmieszczenie muzyków na scenie oraz ich pozycja w głąb i w przód oraz ogólna klarowność były niczym objawienie, po prostu najlepsze z najlepszych.

Szereg kolumn, często bardzo drogich, chwali się za te atrybuty, mają one jednak moc jedynie, gdy zająć optymalną pozycję odsłuchową, w jednakowej odległości od obu kolumn. Jest to oznaka niezbyt korzystnego stosunku charakterystyki częstotliwościowej w osi i poza nią oraz nienajlepszej integracji fazy poszczególnych głośników. 

Charakterystyka Giy G2 była znakomicie jednorodna i spójna niezależnie od tego czy słuchało się ich w osi, czy od boku, a nawet różnica w odsłuchu siedzącym i stojącym nie była znaczna. G2 oferują najszerszą i najbardziej stabilną optymalną pozycję odsłuchową z jaką kiedykolwiek się spotkałem. Mam trzy główne pozycje odsłuchowe – centralną, na lewo i na prawo. Oczywiście najlepsza jest centralna, jednak równowaga tonalna na pozycjach bocznych była zasadniczo identyczna, z dobrze zdefiniowaną sceną i doskonałą głębią.

Kolejnym ważnym aspektem możliwości G2 jest ich zdolność do jednakowo dobrego odtwarzania przy bardzo niskich jak i ekstremalnie wysokich głośnościach. Mam na myśli naprawdę wysokie poziomy, głośniej niż jakiekolwiek inne typowo audiofilskiej kolumny są w stanie zagrać. Według mojego doświadczenia wiele konstrukcji nie gra wystarczająco żywo przy niskich poziomach – odżywają dopiero wtedy, gdy odkręcić nieco gałkę głośności. Kilka dni wstecz słuchałem G2 z potencjometrem odkręconym tylko ciut, a pomimo tego dźwięk był na miejscu razem ze wszystkimi jego elementami, które pojawiają się przy normalnych poziomach głośności. Nigdy wcześniej nie odsłuchiwałem kolumny tak żywej na niskich poziomach.

Nieco później odtworzyłem inne nagranie fortepianowe, Ola Gjeillo - Stone Rose (16/44.1 FLAC, 2L), tym razem z normalną głośnością (znający brzmienie fortepianu wiedzą, że może być głośno). Przy takim poziomie większość kolumn zniekształca dźwięk znacząco, aż wydaje się, że wyzioną ducha. G2 odtwarzały jednak każdą nutę z kompletną dokładnością, zaskakującą kontrolą i łatwością, która komunikowała, że kolumny te dopiero nabierają impetu tam gdzie inne już by się rozpadły. Giye G2 są w stanie odtworzyć każdą muzykę przy dowolnej głośności wiernie i z opanowaniem większym niż jakakolwiek inna kolumna.

Uniwersalność

To, co do tej pory napisałem o Giyach G2 opisuję kolumnę niemal idealną, biorąc pod uwagę obecnie znane technologie głośnikowe. Jedyne osoby, którym mogłyby nie przypaść do gustu, najwyraźniej po prostu nie cenią sobie ekstremalnej dokładności, transparentności i rozdzielczości i wolałyby coś bardziej charakterystycznego, stłumionego. G2 są za to przepustką do świata wierności.

Większości odsłuchów dokonuję na Brystonach 4B SST2 oraz Ayre Acoustics VX-R – tranzystorowe końcówki o mocy odpowiednio 200 i 300 watów na kanał przy 8 omach. Vividy G2 mają obciążalność mocową na poziomie 600 watów, jednak zastosowane wzmacniacze pozwoliły mi osiągnąć poziomy głośności, które możnaby uznać za co najmniej niesprzyjające aparatowi słuchowemu. Posiadacze solidnych wzmacniaczy nie powinni mieć problemów z powieleniem moich doświadczeń z G2. 

Miałem też do recenzji lampowe monobloki VM60. Zmierzyliśmy impedancję G2 i okazało się, że oscyluje ona w okolicach 4 om w niższym i wyższym basie, a na średnicy znacznie przekracza 8 om, co znaczy, że są łatwe do wysterowania dla praktycznie każdego wzmacniacza. Dlaczegoby nie spróbować ich ożenić?

Nie wiem czy byłem tyle zaskoczony co pod wrażeniem tego jak dobrze VM60’tki współpracowały z G2 dostarczając pełny i bogaty bas oraz wyrafinowaną średnicę, która była ciepła i płynna – brzmienie możliwe do uzyskania jedynie z lampy. G2 napędzane JE Audio nie miały aż takiej siły oddziaływania jak podczas odsłuchu na wzmacniaczach tranzystorowych, nie dało się też zagrać aż tak głośno, nie mniej jednak większość słuchających byłaby usatysfakcjonowana. To oznacza, że G2 są zaskakująco uniwersalnymi kolumnami pod względami odtwarzania różnych gatunków muzycznych jak i możliwością zestawiania z odmiennymi wzmacniaczami.

Wnioski

Co więcej można powiedzieć o kolumnie, która odtwarza muzykę lepiej niż jakakolwiek inna na rynku? Tylko coś, co powiedziałem już na początku recenzji: ich wysoki koszt i unikalny wygląd czynią je kolumnami nie dla każdego. Dla tych, którym się podobają, stać ich na nie i chcą słuchać najlepszego dźwięku Giya G2 są kolumnami wartymi uwagi. G2 nie tylko są najlepszymi kolumnami jakie kiedykolwiek recenzowałem, są również najlepszymi kolumnami jakie kiedykolwiek słyszałem. To mogą być najlepsze kolumny na świecie. -Doug Schneider, soundstagenetwork.com