Vivid Audio G1Giya

Na przestrzeni lat podczas których recenzowałem sprzęt hi-fi spotkałem się ze znaczącą liczbą komentarzy pod adresem kolumn głośnikowych od osób odwiedzających mnie w trakcie odsłuchów. Część z nich dotyczyła wyglądu kolumn, najczęściej rozmiarów, inne dotyczyły dźwięku. Vivid G1Giya o wąskim profilu i zakręconym kształcie uformowanym z kompozytu wzbudziły falę komentarzy obu typów o skali dotąd niespotykanej przy jakichkolwiek innych recenzowanych kolumnach. […]

Organiczny kształt obudów G1Giya wykonanych techniką infuzji próżniowej z laminatu kompozytowego nie ma przyczyn designerskich. Ich styl jest wynikiem funkcjonalności. Komora głośników niskotonowych jest zawinięta, aby nie zajmowała nadmiernej ilości miejsca. Łezkowaty kształt Giyi redukuje też odbicia wewnętrzne. […] 

G1Giya to czterodrożne kolumny o pięciu głośnikach. Dwa jedenastocalowe woofery zamontowane po przeciwległych bokach obudowy są ze sobą mechanicznie połączone. Bezpośrednio za nimi umieszczono otwór wentylacyjny strojony na 23Hz. Przetworniki te rezydują w komorach o przekroju trąbki, które są z kolei strojone na 100Hz.

W płytkim zagłębieniu obudowy umieszczono 26mm aluminiowe tweetery kopułkowe, 50mm przetworniki średniotonowe oraz 125mm przetworniki średnioniskotonowe również o aluminiowych membranach. Wszystkie głośniki mają cylindryczne magnesy dzięki czemu membrany są wentylowane do tub stratnychodprzęgniętych od ściany przedniej kolumny –  są to autorskie projekty Vivid i można się z nimi szczegółowo zapoznać na ich witrynie internetowej.

Częstotliwości podziału to 220, 880 oraz 3500Hz. Zastosowane filtry zwrotnicy są sumarycznie czwartorzędowe. […]

Ustanawiaj barwne, szczegółowe cele

Poza utrudnioną dostępnością do biwiringowych terminali głośnikowych (zadanie dla dwóch osób) ustawienie G1Giya nie było zbyt trudne. Ich wąski profil preferuje delikatne dogięcie, potrzebują też przestrzeni, by swobodnie oddychać. W moim pomieszczeniu stanęły 115cm od ścian bocznych i 180cm od ściany czołowej. […]

Barwne obrazy są jak piękna melodia

Niewygrzane, wyjęte wprost ze skrzyń G1Giya brzmiały znakomicie: dynamicznie, otwarcie, bogato i barwnie. W przeciągu godziny brzmiały bardziej: otwarcie, bogato i barwnie. O'Hanlon, Timachev i ja dyskutowaliśmy i słuchaliśmy muzyki spędzając miło czas do przybycia Johna Atkinsona, który odtworzył nam część swoich świeżych nagrań w wysokiej rozdzielczości. Wow! Mój wskaźnik poziomu realności dobił do godziny 11!

Byłem pod wrażeniem dynamiki G1Giya oraz ich współczynnika „skoczności”. Następnie Philips O’Hanlon zapytał, czy mógłby posłuchać czegoś z własnej kolekcji plików wysokiej rozdzielczości. A słuchać lubi głośno. Odkręcił gałkę głośności i niemalże wystrzelił monobloki do stratosfery (poziom głośności oscylował wokół 100dB). Ku mojemu zaskoczeniu nawet przy ekstremalnie wysokich poziomach głośności Giye zachowały całą swoją klarowność i skupienie, a do tego produkowały głęboki bas, który natychmiast załączał alarmy samochodów zaparkowanych przed moim domem.

To przedstawienie naprawdę robiło wrażenie. Przeważnie nie słucham na takich poziomach głośności, ale jeszcze nie słyszałem kolumn głośnikowych, które były w stanie przekazać wrażenie niczym nieograniczonej naturalności. Nawet przy głośności rozsadzającej moje pomieszczenie nie odniosłem wrażenia chociażby zbliżającej się kompresji dynamiki. Przy muzyce akustycznej można spowodować przeciążenie pomieszczenia – zdarzyło mi się tego doświadczyć w Carnegie Hall podczas występu Chicago Symphony Orchestra. Jest coś takiego jak nieograniczona swoboda, dzięki której muzyka na żywo ma przewagę nad muzyką reprodukowaną. Na tym polu G1Giya są najlepszymi kolumnami jakich słuchałem.

Utwór "The Wardrobe Master of Paradise," z The Conjure Project's Conjure (American Clavé, 24-bit/88kHz FLAC pobrany z HDtracks.com) miał scenę nadzwyczajnie szeroką i głęboką. Ziemisty pomruk Taj Mahala miał głębię i zaskakująco prawdziwą ochrypłość. Tenor Davida Murraya był niezwykle obecny. Z kolei Haitańscy bębniarze zawładnęli pokazem – ich bębny wyskakiwały z miksu z prędkością i zadziorem, a już szczególnie sprawiali wrażenie zajmowania miejsca w przestrzeni. To było naprawdę jak na żywo. Byłem obecny na sesjach nagraniowych do tego albumu, więc wiem, że był nagrywany w dawnym Electric Lady studio – niezbyt dużym pomieszczeniu z pogłosem, czego nie dało się odgadnąć po tym, co zostało zaprezentowane na albumie. 

Utwór "Ducks on the Wall," z płyty Kinks' -  A Soap Opera (Koch International, 24/96 FLAC pobrane z, HDtracks), rozpoczyna się od ekstremalnie donośnego kaczego kwakania, które G1Giya dostarczyły z rzetelnością zbliżoną do nieznośności przebiegu prostokątnego, po czym przełamały się do charkotliwego boogie autorstwa gitarzysty Dave’a Daviesa i basisty Johna Daltona. Wykrzykiwane wokale Raya Daviesa przodowały, jednak ogółem „A Soap Opera” oferuje solidnego, studyjnego rocka - żywe gitary i ciasny, umiarkowanie rozciągnięty bas.

“Suite de Caravan," z Fascinomy Jona Hassella (Water Lily Acoustics, 24/88 FLAC pobrane z, HDtracks), brzmiało niesamowicie z G1. Słuchałem tego nagrania na CD latami i spodziewałem się po pliku wysokiej rozdzielczości, atmosferycznego brzmienia oraz żywej barwy. Czego się nie spodziewałem: ogromu przestrzeni akustycznej w której nagranie musiało się odbyć. Duet trębacza Hassella i pianisty Jackyego Terrassona stworzył poprzez Vividy scenę, która rozciągała się od ściany do ściany, od podłogi do sufitu, za kolumnami i nawet za ścianą. Zdaje się, że było to najbardziej przekonujące przeniesienie słuchacza do przestrzeni oryginalnego nagrania w jakim kiedykolwiek uczestniczyłem.

Jedną z przyczyn swobodnego grania kolumn G1Giya była wcześniej omawiana dynamika. Pianino Terrassona stale przemieszczało się pomiędzy pierwszym planem i tłem. Jego synkopowany akompaniament wciąż mnie zaskakiwał swoimi lekkimi skokami i akcentami. Nie powinno było mnie to zaskoczyć, bo jakby nie patrzeć w muzyce granej na żywo takich rzeczy doświadcza się na okrągło. Nawet duety akustyczne, ale nagrane, często mają złagodzoną dynamikę. Tak jednak nie jest w przypadku G1Giya.

Kolejna ogromna scena została zaprezentowana przez "Tea Leaf Prophecy," z Herbie Hancock's River: The Joni Letters (Verve, 24/96 FLAC pobrane z HDtracks). Gra szczotkami perkusisty Vinnie’go Colaiuta była zakotwiczona w przestrzeni nagrania, bas akustyczny Dave’a Hollanda był konkretny i rozciągnięty, podczas gdy fortepian Hancocka wypełniał przestrzeń pomiędzy pozostałymi instrumentami, tworząc sonicznie angażującą, trójwymiarową konstrukcję. Potem pojawił się ochrypły głos Mitchell, obecnie już niemal tenor dzięki wiekowi i papierosom (nie mówię tego z wyrzutem, kontroluje ona obecnie swój głos lepiej niż kiedykolwiek). Była jeszcze jedna rzecz, która sprawiała, że podskakiwałem – niesamowicie obecne i „jak żywe” brzmienie sopranowego saksofonu Wayne’a Sortera.

Ezra Pound powiedziała, że “literatura to aktualność, które zawsze pozostaje aktualna.” Vivid G1Giya wspiera to stwierdzenie w odniesieniu muzyki. […]

Odbierz je w bujnej wyobraźni

Ehh, gdyby nie ta cena? Biorąc pod uwagę, że obudowy jak i głośniki zastosowane w G1Giya są produkcji własnej Vivid Audio (za czym idzie wysoki koszt) uważam ich cenę za rozsądną. Podejrzewam, że Vivid zarabia na nich mniej niż wynosi norma w światku high-endu. Czy to oznacza, że cena jest okazyjna? Nie.

Z drugiej strony słyszałem wiele ekstremalnie drogich kolumn, kosztujących dwa a nawet trzy razy więcej niż te Vividy, które były w stanie zrobić co najwyżej jedną czy dwie rzeczy tak dobrze jak G1Giya. Nie jestem jednak w stanie przywołać sobie jakichkolwiek kolumn, które grałyby tak dobrze na wszystkich polach jak Giye G1: wzorcowe ogniskowanie, niezrównany zakres dynamiczny, holograficzna scena, no i ta niemierzalna cecha znana pod hasłem muzykalności.

Czy Vivid Audio G1Giya to najlepsze kolumny jakie kiedykolwiek słyszałem? Tak. Od dzisiaj będą moim wzorcem. Niezależnie od tego, czy stać cię na nie powinieneś ich odsłuchać, by dowiedzieć się czego dokładnie można się spodziewać po prawdziwie high-endowej kolumnie. - Wes Phillips, Stereophile, Lipiec 2010