DUEVEL BELLA LUNA

Produktów dziwnych i jeszcze dziwniejszych w branży naszej ci dostatek. Wymyślne kształty, kolory, formy - wszystko to w naszym światku (żeby nie powiedzieć: pół-światku) można spotkać. Okazuje się jednak, że im bardziej znana firma, tym bardziej formy są stonowane, tym mocniej przypominają standardowe produkty. No bo spróbujmy przez chwilę być ze sobą szczerzy i odpowiedzmy sobie na pytanie: czy tylko o dźwięk w tym wszystkim chodzi? Myślę, że ponad 90 % odpowiedzi, byleby szczerych, byłoby na nie. Jeślibyśmy wszyscy gardzili wyglądem, a zwracali uwagę jedynie na dźwięk, więcej byłoby w obiegu kolumn takich jak Duevel.

 

Firma ta specjalizuje się w budowie kolumn omnipolarnych. Idea nienowa, realizowana w wielu wariantach, począwszy od Infinity, Mirage i innych znanych firm, jednak zastosowana tak konsekwentnie raczej rzadka (niemniej jednak niemal identyczne podejście, choć w mniejszym zakresie, mogliśmy zobaczyć w kolumnach Colibri, test TUTAJ ). Kolumny tego niemieckiego producenta wyglądają bowiem kosmicznie, jakby je przeniesiono wprost z planu filmu "Man In Black", z dwoma spodkami, które wylądowały na wysokim prostopadłościanie. I patrząc na nie, widząc dziwne kształty, podświadomie oczekujemy dziwnego dźwięku. Duevele nieodmiennie intrygowały wszystkich moich znajomych, którzy w czasie, kiedy kolumny gościły w moim systemie, odwiedzili mnie. Kiwali głowami nad dziwactwami tego świata, dopóki nie usłyszeli, co te kolumny potrafią. Bo każdy powinien co jakiś czas posłuchać czegoś innego. Posłuchajmy więc Dueveli, a zobaczymy, że z dziwnych kolumn dobywa się fantastyczny dźwięk o cechach, jakich próżno by szukać w wielu innych konstrukcjach, bez względu na cenę. Wówczas pozostanie już tylko zdecydować się, czy naprawdę chodzi nam tylko o dźwięk, czy jesteśmy trochę hipokrytami?

 

ODSŁUCH

Duevele są niesamowicie łatwe do napędzenia. Dlatego znalazły się w tym numerze HFOL, poświęconym lampie. Nawet 8-watowy wzmacniaczy TRI TRV-300SE (test TUTAJ) hulał jak się patrzy. A 12 watów Lebena CS-300 (test TUTAJ) było aż nadto. A jednak, kiedy podpinałem coraz to mocniejsze wzmacniacze, okazywało się, że w pewnych aspektach, jak np. kontrola basu, może być jeszcze lepiej. Genialnie zagrały np. z monoblokami Manleya Neo-Classic 250 (test w wydaniu grudniowym). Tak więc, chociaż Bella Luny są łatwe do napędzenia, nie zawężajmy kręgu potencjalnych partnerów jedynie do słabych lamp.

Niemieckie kolumny dają bardzo duży, solidny dźwięk, z fantastycznym basem. To najkrótsza charakterystyka. W dłuższej trzeba też powiedzieć o plastyce, z jaką ukazują poszczególne wydarzenia. Gitara rozpoczynająca "I and Thou" z płyty Anthony Wilson Nonet "Power of Nine" (Groove Note, GRV 1035-3, SACD/CD, recenzja TUTAJ) była wyjątkowa w swojej namacalności i pełni. Co ciekawe, poprzez niezwykłość kształtów Dueveli, uwaga najpierw skupiana jest na przestrzeni. A ta nie zawodzi, ponieważ bardzo dobrze został zachowany balans między skupieniem, a rozproszeniem. Ważne jednak, że pomaga temu balans tonalny, który tak dobrze zachowywany jest nie tak znowu często, niezależnie od typu kolumn. Idąc od góry słychać kilka miejsc z wąskopasmowymi odstępstwami, jednak są tak wąskie, że słyszałem je dlatego, że chciałem i wiedziałem, czego szukać. Normalnie, balans będzie odbierany jako perfekcyjny. Góra kolumn jest dźwięczna i rozdzielcza - rzecz, której się nie spodziewałem, oczekując raczej eterycznej i rozrzedzonej wyższej części pasma, jak to w kolumnach omnipolarnych. Idealnie w centrum, pomiędzy kolumnami zabrzmiały blachy w utworze "Quadra 1" ze wspomnianej płyty - daleko, głęboko, a pomimo to wyraźnie i z uderzeniem. Blachy w ogóle słychać tak, jakby minimalnie zdjęto z nich dźwięczenie, syczenie, które często denerwuje, a pozostawiono jedynie miąższ, substancjalność.

 

Szczególnie przekonywająco zabrzmiały mniejsze składy. Gitara Luki Blooma z płyty "Innocente" (Skip Records, SKP 9055-2, CD; recenzja TUTAJ) zarejestrowana z nieco podrasowaną niższą średnicą tak też została odtworzona - w duży, nieco estradowy sposób. Wyjątkowy był też bas - głęboki, mocny, ale i sprężysty, jakby dopompowano go energią. Nie przechodził w buczenie i nie rozlewał się, był raczej trochę jak dobrze napompowana piłka. Tylko w jednym miejscu słychać było wzbudzanie się, ale jak pokazał pomiar i korekcja procesorem DG-38 Accuphase'a (test niedługo w "Audio") dotyczy to raczej mojego pokoju niż kolumn. Z drugiej strony, w tym samym pomieszczeniu, bez wspomagania DG-38, z Avantgarde'ami Acoustic Uno Picco (test w tym wydaniu HFOL) tego efektu nie było.

Przy dobrze nagranych starszych nagraniach, jak z genialnie przez Japończyków przygotowanego krążka Sonny'ego Rollinsa "Sonny Rollins and the Contemporary Leaders" (Contemporary Records/Victor, VICJ-61337, K2HD CD), dźwięk był nieco bliższy niż z konwencjonalnych paczek, przynajmniej jeśli chodzi o pierwsze plany. Jeśli myślimy stereotypami i kojarzymy kolumny omnipolarne z rozrzedzonym dźwiękiem, to będzie to dobra lekcja poglądowa na to, jak nie należy dać się wcisnąć w szufladkę. Nie dość, że pierwszy plan był mocny i bliski, to jeszcze skrajnie rozłożone instrumenty, jak w nagraniach z tego czasu, były dość mocno związane z kolumnami. Blachy kolejny raz były mocne i substancjalne, pełne, z dobrym atakiem i bardzo dobrą fazą podtrzymania. Być może tylko ciut zabrzmiało wybrzmienia, przynajmniej w porównaniu z najlepszymi głośnikami konwencjonalnymi. Niespodziewanie dobrze zabrzmiały natomiast z "szerzej" nagraną muzyką, tj. nieco podrasowaną, jak np. z płytą Depeche Mode "Violator" (Mute, DMCD7, Collectors Edition, SACD/CD/DVD-A). Duevele bez trudu pokazały np. jakiego pogłosu użyto przy głosie Gahana - rzecz, która zazwyczaj ginie przykrywana przez mocny bit i elektronikę. Można było też ostatecznie potwierdzić, że to właśnie pogłos, dość ostry i metaliczny, odpowiedzialny jest za rozjaśnienie tego zakresu, a nie sam wokal.

 

Laudacja, laurki itp. To jednak nie jedyne zadanie recenzenta opisującego udany produkt. Zadaniem drugorzędnym, które jednak sprawia, że recenzja jest kompletna, jest także wskazanie ewentualnych słabszych stron, miejsc, które zapewne będą stanowiły o tym, czy dane urządzenie (kolumny) przypadnie nam do gustu czy też nie. Niemieckie kolumny nie są zupełnie neutralne. Wychodzi to jednak niemal wyłącznie przy muzyce klasycznej. Przy purystycznie nagranej (nagranie i miks w DSD) płycie "KEF Ultimate Resolution Demonstration Disc" (Octavia Records/EXTON, promo SACD/CD) słychać było np., że dół jest nieco podrasowany i w swojej wadze nieco mocniejszy niż się przyzwyczaiłem. Nagrania brzmiały przez to szalenie energetycznie, fajnie, jednak tak mocnego dołu kontrabasy w rzeczywistości nie mają… Nieco ocieplona jest także wyższa średnica - ponownie element, który sprawia, że Duevele słucha się przyjemnie nawet przez cały wieczór, jednak trąbka była ciut cieplejsza niż powinna. Wszakże w jednym przypadku wszelkie odstępstwa złożyły się na coś, co z łatwością przyjmowałem i czego później mi brakowało - z nagraniami organowymi. Jeszcze tylko z tubami Avantgarde'a tak zabrzmiały organy z tej płyty, a także z innych, których od dawna nie słuchałem. Potęga, energia, skala tego wielkiego instrumentu jest zazwyczaj ściskana do wymiaru orzeszka, żeby dało się to "przecisnąć" przez małe kolumny. Nie tutaj - wraz z niesamowitą akustyką, jaką kolumny reprodukowały, dawało to spektakl z fajerwerkami i szampanem. Tak więc - nie bez własnego charakteru, a jednak pod wieloma względami fenomenalne. A przy tym kompletnie odbiegające od stereotypowego sądu o "dziwnych" kolumnach i ich "dziwnym" dźwięku. Po prostu Duevel Bella Luna.

 

BUDOWA

Kolumny Bella Luna niemieckiej firmy Duevel należą do dość rzadkich, bo trudnych w poprawnej egzekucji, kolumn omnipolarnych. Od strony elektrycznej są dość zwyczajne, ponieważ mają konstrukcję dwudrożną, z dużą, 44-mm kopułką na górze, napędzaną przez bardzo duży magnes neodymowy oraz 220-mm głośnikiem niskośredniotonowym z membraną z plecionki z włókien węglowych. Obudowa wentylowana jest wylotami bas-refleksu. Właśnie - wylotami. Głośnik basowy jest bowiem umieszczony pionowo, w dość dużej, sztywnej obudowie. Jego tylna powierzchnia promieniuje do komory, z której wychodzą cztery wyloty bas-refleksu, wyglądające jak ścięcia diamentu na dolnej ściance. Górna powierzchnia promieniuje w kierunku czegoś w rodzaju "bąka", będącego reflektorem akustycznym. Od góry ma on niemal identyczny kształt, a promieniuje nań - tyle że od góry - wspomniana kopułka wysokotonowa, obciążona, wykonaną z takiego samego materiału (sklejka), tubą. Zaciski głośnikowe, bardzo wygodne, znajdują się przy zamocowanym na stałe cokole. Wykonanie jest fenomenalne - tak dobrze położonego forniru, tak dobrego, dawno nie widziałem. No, ale ostatecznie to specjalna wersja "diamante", droższa od podstawowej o 6000 zł. Każdy detal został przemyślany i wykończony na tym samym poziomie. -WOJCIECH PACUŁA