DUEVEL PLANETS

Kolumny dookólne to koncept nienowy i przybierający wielorakie, często zupełnie zaskakujące formy. Na łamach „HIGH Fidelity OnLine” mieliśmy możliwość zapoznania się zarówno z dipolowymi konstrukcjami Acuhorna, jak i prawdziwie dookólnym (dipol można traktować jako źródło dookólne tylko w zakresie niskotonowym, powyżej kilkudziesięciu Hertzów staje się bowiem źródłem o charakterystyce ósemkowej; dla przejrzystości, będę o nim jednak mówił jako o koncepcie dookólnym, ponieważ temu bliżej do Duevela niż do klasycznych kolumn) projekcie niemieckiej firmy Duevel, Bella Luna. Patenty pozwalające wykorzystać pomieszczenie w procesie kształtowania dźwięku są – jak wspomniałem – różnorodne, jednak łączy je jedno: są drogie w aplikacji, a oparte na nich kolumny są zazwyczaj bardzo kosztowne. Kiedy więc dystrybutor Duevela, katowicka firma RCM, dała znać, że mają do dyspozycji kolumny tej firmy, które nie dość, że odlotowo wyglądają (co da się potwierdzić nawet na podstawie zdjęcia), to super grają (to chciałem zweryfikować) i jeszcze są wręcz nieprzyzwoicie tanie (cennik to potwierdza) – byłem bardzo zaciekawiony . I tak trafiły do mnie Planety.

 

Jaki jest koń każdy widzi, podobnie prezentują się Planety, jednak koniecznie trzeba je zobaczyć na własne oczy, żeby: po pierwsze – zdumieć się, jak maleńkie, przynajmniej w porównaniu z pozostałymi produktami firmy; po drugie – wiedzieć, czy takie ustrojstwo przyjmie się w naszym domu. To nie są bowiem zwyczajne kolumny, niezwyczajnie wyglądają i wymagają domowej zgody na swoje istnienie. Dopomóc w tym jednak mogą wielorakie kolory wykończenia – od srebrnego (taki był testowany), przez czerwony, zielony, niebieski i czarny. Za dodatkową opłatą 400 zł można zamówić naturalną okleinę z klonu. Zawsze jednak pozostaną widoczne, nadające całości nazwę, „planety”, tj. metalowe kule, służące do rozpraszania fali dźwiękowej. I z rozpraszaniem właśnie, a właściwie z moim zasugerowaniem się prawdziwie dookólnym charakterem Dueveli, związana jest moja początkowa konfuzja i brak zdecydowania co do tego, czy kolumny mi się podobają, czy nie. Nie patrząc do instrukcji (grzech kardynalny, przyporządkowany redaktorom w ogólności), niepomny niedawnej pomyłki w ustawieniu kolumn Acuhorna (proszę spojrzeć do testu), ustawiłem Planets tak, jak mi było najwygodniej, czyli małą kulą do przodu. Ostatecznie, jeśli to są kolumny dookólne, to wszystko jedno, jak je ustawię, prawda? Nieprawda. Przynajmniej w stosunku do tej konstrukcji. Ponieważ bowiem głośniki znajdują się w jednej płaszczyźnie, a nie jeden nad drugim, jak w innych Duevelach, czy w jeszcze nie wspominanych, a grających w moim systemie „biurkowym” włoskich kolumnach Luxuraudio Colibry, „dookólność” jest w pewnym sensie ograniczona. Jeślibym wcześniej przeczytał instrukcję, czy chociażby przejrzał stronę firmową, wiedziałbym, że kolumny ustawia się bokiem… Z jednej strony metoda, jaką stosuję przy testowaniu, tj. zapoznawanie się z produktem, ceną, historią, itp. dopiero PO teście, daje mi swobodę w kształtowaniu opinii jedynie na podstawie dźwięku i budowy, to jednak czasem, w przypadku mniej sztampowych rozwiązań, może wprowadzić w przebieg testu element niepewności.

ODSŁUCH

Oto bowiem kolumny ustawione przeze mnie w nieprawidłowej pozycji ukazały wszystkie swoje zalety, jednak nigdy do końca nie zarysowały wokalu – ten zawsze był nieco zamglony i wycofany, podobnie jak instrumenty dochodzące dokładnie ze środka sceny. Do wokali jeszcze jednak dojdziemy, bo co innego od razu każe uważnie przyjrzeć się tym maleństwom. Kiedy pisałem w teście Celestionów F28 (test w tym miesiącu), że te nap…ą jak dzikie, stawiałem je w myślach w jednym rzędzie właśnie z Duevelami, tj. wśród kolumn, które grają MUZYKĘ, nie pochylają się z pędzelkiem nad detalem, żeby go pieczołowicie odkurzyć, nie trzęsą się nad wszystkim, jak to się zdarzyło np. dużej części płyt Sary K., gdzie mamy mnóstwo dźwięków, a tak mało muzyki. Warto jednak wskazać na godziwe wyróżniającą się w tej mierze recenzowaną przez nas płytę „Hell Or High Water”, gdzie udało się pogodzić jedno z drugim. Mam nadzieję, że wiedzą Państwo o co mi chodzi – piękna powłoka i zero życia, jak.. Albo dajmy temu spokój. Duevele samymi sobą głoszą pochwałę życia, pochwałę specyficznego sposobu spędzania wolnego czasu, jakim jest słuchanie muzyki z płyt (lub radia, jeśli już o tym mówimy). Pierwsze wrażenie związane z krytycznym odsłuchem dotyczyło basu – otóż wydawało mi się, że go trochę brakuje. Jednak przestawienie kolumn we właściwą pozycję i przyzwyczajenie się do ich żywiołowego grania szybko pozwoliło rozwiać te obawy. Rzeczywiście – to nie są kolumny, które zejdą zbyt nisko. Spora obudowa i skierowany ku dołowi wylot bas-refleksu (dwa otwory), tworzący z podłożem mocne sprzężenie mechaniczne, sugerowałyby dość tłuste brzmienie. Bas nie jest jednak rozlany, a raczej sprężysty i szybki. Jego rozdzielczość też nie jest może powalająca, ale przecież kolumny zbyt wiele nie kosztują, a poza tym nie o to w tym chyba chodzi. Może zresztą trochę się czepiam. Góra i średnica są tutaj bardzo ekspresywne, nigdy przerysowane, metaliczne, czy ostre. Można nawet powiedzieć, że choć wyższa średnica jest świeża i wyraźna, to wyższa góra jest złagodzona i nieco zaokrąglona, tak że wszystkie, nawet gorsze nagrania, grają nieco słodko i jedwabiście. A przecież barwy i dynamika, tutaj naprawdę znakomita, to tylko część tej opowieści. I choć nie zacząłem od tego, nie chcąc sugerować, że cokolwiek sztucznie „zrobiono”, wszystko to scalane jest w jedną całość przez przestrzeń. Dzięki niekonwencjonalnej konstrukcji Planety brzmią w niemal identyczny sposób. Zazwyczaj najlepsza równowaga tonalna jest osiągana, jeśli siedzimy w „spocie”, złotym punkcie, w którym promieniowanie wszystkich głośników jest optymalizowane. Tutaj inaczej – niezależnie od tego, czy siedzimy naprzeciwko, z boku, czy w ogóle siedzimy, czy stoimy, barwa tonalna jest zawsze bardzo do siebie zbliżona. Głębia sceny najlepsza jest oczywiście, jeśli zasiądziemy w znanym sobie fotelu w wierzchołku trójkąta, jednak poza tym – niemal constans. To niesamowite wrażenie, kiedy chodząc po domu, nawet słuchając radia, zawsze słyszymy taki sam głos, nie znika góra, bas nie zaczyna dudnieć. A w najlepszej pozycji usłyszymy, jak ściany pokoju są rozbierane, demontowane i pozostaje tylko instrument. Tak było w przypadku gitary akustycznej z „Walking in The Sun” Barb Jungr (LINN Records, AKD 283, SACD/HDCD), której rysunek ukazany został tak jak ze sporo droższych kolumn. Kiedy w utworze „Who do You Love?” słychać gitarę, to jej metalowe struny literalnie wiszą gdzieś z boku, trochę za kolumnami. To samo było zresztą z organami Hammonda. Jednym słowem – wrażenie trójwymiarowości w obrębie instrumentów było dojmujące. Miałem wrażenie, że kolumny zastępowane są niemal całkowicie pomieszczeniem. Jest jednak pewien haczyk: instrumenty, pokazywane w sposób o jaki trudno, nawet z bardzo drogich kolumn, transportowane są do naszego pomieszczenia (tak to słychać), jednak nie słychać akustyki, w której zostały nagrane, a akustykę naszego pokoju. A nawet nie akustykę, a odpowiedź naszego pomieszczenia na brzmienie poszczególnych instrumentów. Przez chwilę brzmiało to trochę dziwnie, bo nagle nie miało znaczenia, gdzie nagranie zostało dokonane, bo i akustyczne granie Jungr, i elektronika J.M. Jarre’a z płyty „Téo&Téa” (Aero Productions/Warner 997664, CCD +DVD) miały znakomite rozłożenie w przestrzeni, ale tej samej – naszego pokoju, miejsca. Po jakimś czasie się do tego przyzwyczajamy. I dobrze, bo chyba o takim przeniesieniu zazwyczaj marzymy. Balans tonalny kolumn położony jest na średnicy, co predestynuje je do grania ze wzmacniaczami, które nie będą podkreślały jej górnej części. Kolumny znakomicie grają z lampami, bo wbrew niskiej skuteczności (85 dB) są bardzo zrywne i żywiołowe. Bardzo mi się podobał też ich dźwięk ze wzmacniaczem Primare I21, którego test przygotowuję właśnie do przyszłego numeru. Wspomniane wokale we właściwym położeniu są bardzo prawdziwe w swojej obecności, chociaż nie są aż tak nasycone. Jak z dobrymi kolumnami o klasycznej budowie. I to właściwie jedyna rzecz, jaką na serio można by tym kolumienkom zarzucić. Nie będą może „narzędziem”, bo np. nie poinformują nas o akustyce towarzyszącej nagraniom, ale za to postawią kolumny wprost w naszym pokoju. Można by też sobie życzyć nieco więcej basu, ale najwyraźniej nie ma nic za darmo. I jeszcze jedno – zaciski głośnikowe umieszczone są pod spodem, co znacząco poprawia design, jednak utrudnia połączenie kabli głośnikowych. Z tego względu warto d razu postarać się o kabelki zakończone bananami i najlepiej niezbyt sztywne. Ja użyłem kabli Hotline Red Spiral i było bardzo dobrze. Można też wypróbować ustawienie, w którym kolumny będą wprawdzie bokiem, jednak lekko przygięte do środka – u mnie poprawiło to skupienie (focusowanie).

BUDOWA

Kolumny Planets niemieckiej firmy Duevel są niewielkimi konstrukcjami dwudrożnymi typu bas-refleks, mającymi na celu możliwie najlepsze rozproszenie fali pochodzącej od pracujących w niej głośników. W tym celu przetworniki umieszczono płasko na górnej ściance obudowy, a nad nimi umieszczono dwie, metalowe (to tylko sfery, nie lity metal) kule, zamocowane na specjalnych wysięgnikach. Umieszczona w dość długiej tubie, plastikowa kopułka otrzymała mniejszą kulkę, a powlekany, papierowy woofer o średnicy 150 mm – większą i w dodatku położoną nieco wyżej. Od spodu umieszczono z kolei dwa niewielkie wyloty bas-refleksu i pojedyncze zaciski głośnikowe. Głośników nie udało mi się odkręcić, ponieważ są przymocowane jakąś klejącą substancją, jednak od spodu udało mi się podejrzeć nieco ich nalepki i okazuje się, że obydwa pochodzą ze świata „pro”, i stosowane są w systemach profesjonalnych. Sztuczna okleina obudowy jest bardzo ładna, jednak kulki nie są idealne – widać miejsca łączenia półkul, zaś podtrzymujące je poprzeczki nieco nie pasują do całości. Cena kolumn jest jednak na tyle niewysoka, że nie ma co narzekać. Gdyby dołożono pieniędzy na takie szczegóły, końcowa cena znacząco by wzrosła, a my zapewne bylibyśmi gotowi narzekać, że producent zajmuje się takimi duperelami. - WOJCIECH PACUŁA