Harbeth Monitor 30

Enjoy The Music, marzec 2002
Bob Neill

Zarówno Monitor 30 i 40, zostały zaprojektowane jako profesjonalne monitory studyjne o prostym wzornictwie, jednak zapotrzebowanie na profesjonalny poziom odsłuchu, sprawiło, że oba te modele doczekały się wersji domowej. [...] 

Jak grają? Wymienię po prostu kilka przymiotników: pikantny, ekscytujący, detaliczny, pochłaniający, czysty, otwarty, przestrzenny, szybki, intymny, gładki, czuły, dynamiczny, silny i autorytarny. Prezentacja jest wyjątkowo dobrze zbalansowana, często po prostu piękna, choć nie zniewalająca.  Kolumna nie przesładza, jednak wytwarzana muzyka wciąga. Choć przy moich Monitorach 40, trzydziestki wyglądają jak liliputy, to jednak poprawnie tworzą scenę, zwłaszcza w kierunku przód-tył. Generują godną uwagi przestrzenną bezzwłoczność i namacalność – w sensie takim, iż powstaje wrażenie, że wystarczy wyciągnąć rękę by chwycić każdy z instrumentów.

Słuchałem na trzydziestkach szeroki wachlarz muzyki, m. in. jazzu lat 60-tych , rocka, barokowej muzyki kameralnej, utworów symfonicznych czy muzyki chóralnej i nigdy nie miałem wrażenia, że czegoś brakuje – choć wynikało to raczej z koherentnej prezentacji i muzykalności – głęboki bas czy pogłos wielkiej hali jednak gdzieś umykał, ale byłem to w stanie zauważyć jedynie skupiając się na wzorach z pamięci. Uważam, że to wielkie osiągnięcie jak na małe monitorki i wcale nie częste. (Nawet Spendory nie potrafią dać wrażenia, że muzyce nic nie brakuje. ) Jeśli chodzi o bas, to podobnie jak w modelu Compact 7, jest tak dokładny i czysty, że po prostu nie odnotowuje się jakiegoś braku, oba wydają się schodzić o wiele niżej niż pokazują to pomiary. Choć prezentacja Monitorów 30 nie jest tak cofnięta jak Compact 7, czy czterdziestek, to ogólne wyważenie wydaje się perfekcyjne – nie ma się nigdy wrażenia, że słucha się kolumn o dominującej średnicy, czy chudych w basie, wszystko jest jak być powinno. Ich dźwięk jest najbardziej naturalny i realistyczny z jakim się spotkałem w tej cenie i rozmiarach.

Miałem wielkie oczekiwania wobec Monitorów 30 Harbetha, dopóki ich nie zobaczyłem – wtedy wszystko się rozwiało. Lecz gdy tylko usłyszałem pierwszą nutę, znów mnie zaskoczyły. Tylko dwie pary kolumn zauroczyły mnie tak gwałtownie, były to  SP1/2 i właśnie teraz Trzydziestki, choć każde na swój sposób.  Nawet Czterdziestkom, o których uważam, że są najlepszymi domowymi głośnikami za mniej niż wartość mieszkania, zajęło to dłużej.

Nikt, ale to nikt nie będzie napędzał Trzydziestek Harbetha elektroniką za 26.000 dolarów w pomieszczeniu o powierzchni 400 m^2, nie do tego powstały. Celem recenzji jest nie tylko ustalenie jak „naprawdę” gra dany sprzęt, ale też spekulowanie jak sprawdzi się w „normalnych” warunkach. […] Tu powinny sprawdzić się doskonale. Jeśli nie stać kogoś na Czterdziestki z odpowiednią elektroniką, lub zamierza słuchać w niewielkim pomieszczeniu, kolumny Monitor 30 będą „błyszczeć” – wydaje się, że zaprojektowano je właśnie do takich „normalnych” domowych, niezbyt wielkich pomieszczeń.