Cary Audio SLI-80 Integrated Amplifier

Każdy kto zna Denisa Hada i jego założenia inżynierskie, wie, że produkty Cary Audio z Karoliny Północnej są budowane według najwyższych standardów - od farby używanej w karoseriach samochodów Jaguara, do detali przełączników. SLI-80 nie jest tu wyjątkiem.

The SLI-80 to integra pracująca w klasie AB-1 w układzie Ultra Linear Push Pull.
Przełącznik zmienia 80 W układ pentody na 40 W triodę. W obudowie są trzy transformatory, jeden transformator mocy, dwa wyjściowe.

Jeśli jesteś jednym z tych audiofilów którzy doceniają ciepły blask żarzących się lamp w swoim pokoju, będziesz bardzo zadowolony z SLI-80. Mamy wybór pomiędzy wejściami CD, AUX1 i AUX2, na przednim panelu jest też wyjście słuchawkowe. Urządzanie wyposażone jest w pilota z funkcją mute.

Dobrą wiadomością jest to, że urządzenie gra nieźle, nawet bezpośrednio wyjęte z pudelka, jednak poprawne wygrzanie wymaga nawet 100 h pracy. Jak każdy recenzent, wyjąwszy wzmacniacz z pudełka miałem swoje oczekiwania, spodziewając się pewnych braków tu czy tam, czy specyfiki brzmienia – zazwyczaj związanej z danym rozwiązaniem konstrukcyjnym. Ktoś kto mówi inaczej, najpewniej okłamuje sam siebie, nie jestem inny. Jednak czas spędzony z SLI-80 zmienił moją wąską perspektywę. Oświeciło mnie na kilka sposobów...

Podłączałem wzmacniacz do wielu kolumn, i z żadną nie było problemu. Słuchałem też różnych konfiguracji, ale w końcu większość czasu spędziłem z trybem triodowym, który moim zdaniem zapewnia lepszą jakość, a wcale nie ma problemu z napędzeniem większości kolumn.

Dając temu dziełu sztuki czas na rozgrzanie się, wyjąłem moją standardową kolekcje płyt do testów. Przede wszystkim spodziewałem się największych braków na basie. Nie będę wam wmawiał, że SLI-80 zdmuchnęło topowe wzmacniacze tranzystorowe pod względem reprodukcji basu, jedynie, że grało o wiele potężniej, niż jakikolwiek wzmacniacz o podobnej mocy, jaki zdarzyło mi się słyszeć.

W piosence Sheryl Crow “Difficult Kind,” są dwa momenty kiedy jej głos może wywołać ciarki na plecach - jest to perfekcyjna wokaliza pełna duszy i emocjonalnej głębi. Grane przez SLI-80 wprawiło mnie w drżenie i sprawiło, że chwyciłem pilota i powtarzałem je raz za razem, bo po prostu  to było zbyt dobre by przesłuchać i zapomnieć. Kiedy możesz wyczuć obecność piosenkarza, i nie tylko słyszysz jego najlżejszy oddech ale w istocie go czujesz to znaczy, że dzieje się coś magicznego.  Środek pasma prezentowany przez SLI-80 dla mnie jest bardziej naturalny pod względem barwy jak i jakości, niż cokolwiek co słyszałem - jeśli chodzi o tranzystory, a i w porównaniu z najlepszymi lampami ten maluch też może się próbować. A co najciekawsze, dźwięk jest bardzo zbliżony do muzyki wykonywanej na żywo, a przecież właśnie o to chodzi. Góra wydobywająca się z SLI-80 była pełna powietrza i pełna bez ziarnistości.

W zasadzie mamy tu dwa różne wzmacniacze, i wystarczy wstać z fotela i pstryknąć przełącznikiem by je zamienić. Jak dla mnie jest to po prostu niesamowita okazja.

Piosenka “More Than One Way Home” Keba Mo z płyty Just Like You jest świetnym sprawdzianem basu – wiele wzmacniaczy nie radzi sobie z nią – tu SLI-80 złapało mnie z opuszczoną gardą, zwłaszcza w trybie triodowym.
Trzymał każdy kawałeczek utworu mocnym uściskiem, spokojnie i z dynamiką, której można się spodziewać po co najmniej 100 W wzmacniaczu tranzystorowym z wyższej półki. 

Jednym z absolutnych plusów SLI-80, jest wszechstronność jaką oferuje swojemu właścicielowi. Chcesz imprezową muzykę?  Do elektroniki jak The Crystal Method “Trip Like I Do” - przełącz wzmacniacz w tryb push-pull a SLI-80 dostarczy odpowiedniej ilości kopa, tylko włączyć klubowe oświetlenie, wstać i bawić się. Chcesz smooth jazzu? Przygaś światła, włącz “California Dreaming” Qeen Latifah, przełącz na triodę, a będziesz mógł wyciągnąć rękę, i dotknąć wokalistki śpiewającej w małym, zadymionym klubie jazzowym.

Mój kolega Kevin niedawno kupił swój pierwszy system lampowy i był po prostu zszokowany tym jak SLI-80 potrafi reprodukować muzykę. Skomentował, że muzyka jest „nieprawdopodobnie większa od wzmacniacza”.  Muszę się z nim zgodzić, bo ilość i jakość dźwięku jaki daje nam SLI-80 pasuje raczej do dużych monobloków niż małej integry. Ludzie często płacą trzy razy więcej, żeby dostać ten sam poziom brzmienia. Cary jest jedynym z najbardziej muzykalnych wzmacniaczy w tej cenie,  naprawdę trudno się od niego oderwać.

Wielu ludzi płaci trzy lub nawet cztery razy więcej, za tą samą jakość dźwięku.
Dostajemy kuloodporną konstrukcję o wysokich walorach estetycznych, holograficznym dźwięku i magicznej średnicy.
Chce się po prostu go słuchać.

Gary Lea
The Sensible Sound, Issue 108, kwiecień/maj 2006