Grado GS1000i

W poszukiwaniu prawdziwego high-endu trzeba czasem zaakceptować pewną dozę ekscentryczności. Grado są właśnie trochę ekscentryczne, chociaż z pewnością warto się z tym pogodzić. Nie są rzecz jasna brzydkie – mahoniowe obudowy przetworników mają w sobie skromne piękno, a bardzo duże gąbki zaprojektowano, by stworzyć „przestrzeń odsłuchową” dla uszu (również tych większych).
Wersja „i” modelu GS1000 ma bardziej stabilne chassis, wprowadzono też pewne ulepszenia w konstrukcji uzwojenia cewki. Słuchawki są też lepiej wytłumione.
Należy też wspomnieć o otwartej konstrukcji słuchawek, która odpowiedzialna jest za czystą, pozbawioną podkolorowań reprodukcję dźwięku. Taka konstrukcja z jednej strony redukuje rezonanse i niepożądane odbicia, ale z drugiej nie zapewnia izolacji słuchawek od otoczenia – osoba, która siedzi koło nas będzie słyszała dosłownie każdą nutę słuchanej przez nas muzyki. Gdy rozsądek podpowiada ci, że chcesz kupić słuchawki, które swoją grą nie będą przeszkadzać najbliższym, musisz koniecznie je wypróbować przed zakupem.

Wybitna otwartość i przejrzystość

Jeśli nie jest to problemem i jeśli nie jest problemem ich lekko dziwaczny wygląd, wówczas przyjemność z obcowania z tymi słuchawkami będzie ogromna. Kolejną osobliwością GS1000i jest to, że potrzebują całych wieków na wygrzanie: u nas grały bez przerwy przez cały tydzień zanim osiągnęły pełnię swoich możliwości. A kiedy to już nastąpiło, zaprezentowały muzykę w sposób oszałamiający, z niewiarygodną wręcz przejrzystością i szczegółowością.
Pierwszą rzeczą, którą zauważamy po włączeniu jakiejkolwiek muzyki są niezwykle otwarte, pełne powietrza tony wysokie wraz z górną średnicą. Głosy i instrumenty płyną z ponadprzeciętną precyzją i wglądem w detale. Druga cechą słuchawek, na którą zwracamy uwagę to autentyczność szczegółów wydobytych z nagrania. Akustyczna gitara Neila Younga była prawdziwa do bólu – każda z sześciu strun wibrowała z rzadka spotykaną dokładnością.
Grado grają nieco szczuplej od Sennheiserów, chociaż ich bas jest bardzo rytmiczny, komunikatywny i ma odpowiedni timing. GS1000i wygrywają jednak z HD800 swoją bezgraniczną przejrzystością i muzycznym realizmem – rytmiczność i szeroki zakres dynamiki łączą się w ich przypadku ze szczegółowością i wglądem w wewnętrzną strukturę nagrania, co sprawia, że muzyka jest prawie doskonale płynna. Owszem, GS1000i są drogie, ale są też ponadprzeciętnie dobre.

Za:

Nieprzeciętna otwartość i szczegółowość; przejrzystość i realizm, świetna dynamika

Przeciw:

Bardzo głośne dla ludzi z zewnątrz, wyglądają dziwnie na głowie

Werdykt:

Fantastyczna para słuchawek. Nie nadają się do pociągu, ludzie wokół słuchacza słyszą to, co on. Natomiast biorąc pod uwagę samą przyjemność ze słuchania muzyki, są po prostu oszałamiające.

Sennheiser HD800

Sennheisery HD800 są zupełnie inną propozycją od Grado. Na pierwszy rzut oka wyglądają bardziej konwencjonalnie, ale w rzeczywistości dalekie są od bycia zwykłymi „puszkami”. Wykorzystują najbardziej zaawansowaną technologię przetworników Sennheisera – zbudowane są ze stali nierdzewnej i mają 56 mm membrany (większe niż zwykłe). Nietypowe jest również to, że kierują dźwięk w stronę ucha pod pewnym kątem, innymi słowy mówiąc zachowują się bardziej jak kolumny w pokoju.
Podobnie jak w przypadku Grado ponad wszystko najważniejsze jest w nich brzmienie. Jeśli chcesz, by radość z muzyki miała charakter prywatny, w ich przypadku również musisz liczyć się z tym, że trzeba ich używać z rozwagą, w przeciwnym wypadku będziesz denerwował rodzinę. Chociaż Sennheisery nie są na zewnątrz aż tak głośne jak Grado, to jednak trzeba liczyć się z tym, że mogą wywołać kłótnię. (…) Bądźmy szczerzy – gdy muzyka brzmi tak dobrze, nie mamy ochoty robić ciszej.

Czyste i przejrzyste, z solidnym basem

Dźwięk HD800 jest naprawdę wysublimowany. Głęboki bas kopie ostro. Jest głębszy, niż u Grado, bardziej szczegółowy i intensywny.
Hałaśliwy aplauz na koncertowej płycie Weld Neila Younga jest również dobrze zaprezentowany – z godną podziwu świeżością, czystością tonalną i rytmiczną organizacją.
Słuchawki ponadto wygodnie leżą na uszach. Miło się ich używa nawet w czasie długich sesji odsłuchowych – ogromne muszle będą pasowały na każdego, chyba, że ktoś grał małą rolę w Star Treku bez charakteryzacji.
Jedyną ich wadą jest to, że przy całej ich precyzji i przejrzystości, nie osiągają tak imponującego poziomu instrumentalnego realizmu co Grado. Chociaż Sennheisery są świetne, Grado są tak autentyczne i otwarte, że HD800 brzmią przy nich nieco sterylnie.
Mimo to są to znakomite słuchawki. Jeśli z jakichś powodów nie odpowiadają ci Grado, zdecydowanie warto ich posłuchać.

Za:

Wyjątkowo wygodne; ładne; solidny bas; dobre brzmienie

Przeciw:

Przegrywają z Grado pod względem realizmu, otwartości i wnikliwości

Werdykt:

Bardzo, bardzo dobre słuchawki Sennheisera, warte posłuchania, gdy nie odpowiadają ci Grado.